Ułatwienia dostępu

Baby są jakieś inne

Baby są jakieś inne - to fakt.
Tym zdaniem mógłbym podsumować film, ale nie zrobię tego.
Nowy tytuł Marka Koterskiego wymaga dłuższej notki.
Na ten tytuł wiele osób czekało. Czekali na nowy film o Adasiu Miałczyńskim.
Czy film rozczarowuje? Moim zdaniem tak.
Film nie jest arcydziełem. Daleku mu do Dnia Świra.
Prawie cała akcja toczy się w aucie. Dwaj panowie jadąc rozmawiają o kobietach (babach).
Sporo mówią o ich charakterach, ale jeszcze więcej dowiemy się z tego filmu o mężczyznach.
Film jest komedią, ale jak to bywa u Koterskiego, komedią gorzką. W połowie filmu przestajemy się śmiać, zaczynamy dostrzegać, że ten film jest o nas, a nie lubimy się śmiać z samych siebie.
Większość dialogów jest dobra, ale zdarzały się momenty, które zwyczajnie były wbite na siłę, by wypełnić czas. Film ma równe 90 minut. Czyli absolutne minimum, jakie powinny mieć współczesne filmy pełnometrażowe.
Męcząca jest też formuła filmu. Męcząca dla widza i aktorów, którzy grali w tej produkcji. Gra w jednej pozycji na green screenie, to nie było łatwe.
Moim zdaniem ten zabieg był zbędny, przecież podobne rozmowy mieliśmy w Testosteronie, gdzie większa liczba plenerów jakoś nie przeszkadzała.

Jedno miejsce akcji próbowano zdynamizować różnymi (czasem dziwnymi) ujęciami kamery. Na niewiele zdały się te próby.

Na wielki plus musimy zaliczyć grę Adama Woronowicza i Roberta Więckiewicza. Świetna robota.
Jak wypada całość? Na naciągane siedem. Oczekiwałem czegoś lepszego.

 

PS-no i po Koterski wszędzie pcha swojego syna ?

 

Zwiastun