"Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga – konstruktywną opozycją."
Woody Allen

Rachel Weisz

  • Faworyta - 2018

    faworyta

    Faworyta,
    (The Favourite) - 2018;
    - reżyseria: Jorgos Lantimos;
    - scenariusz: Deborah Davis, Tony McNamara;
    - wybrana obsada: Olivia Colman, Emma Stone, Rachel Weisz, Nicholas Hoult;
    - gatunek: biograficzny, historyczny.

    Kolejny tytuł, który miał zachwycać a totalnie mnie nie zachwyca. Mój gust coraz bardziej podąża innymi ścieżkami niż krytyków filmowych.
    Dwór królowej Anny. Starsza królowa jest mocno schorowana, a kraj jest rządzony przez Sarah. Takie nieoficjalny stan rzeczy wydaje się działać prawidłowo, ale sytuacja ulega załamaniu gdy na dworze pojawia się nowa służąca Abigail. Kobieta robi wszystko by zbliżyć się do królowej i zastąpić lady Sarah. Kobiety rywalizują o względy królowej Anny, ale ta też umiejętnie podsyca spór między swoimi kochankami. Byle wprowadzić element rozrywki do nudnego, schorowanego życia. Dobro Korony i kwestia wojna z Francja schodzą na drugi plan.
    Faworyta to pierwszy film Lantimos'a, który widziałem. Poprzednie jego dzieła miałem obejrzeć, ale zawsze było coś innego na liście. Podobno Faworyta jest jego najbardziej przystępnym tytułem - tu historia jest ważniejsza od ukazywania 'kunsztu' reżysera. Jeśli to prawda to raczej jego pozostałe tytuły pozostaną w kategorii 'do obejrzenia'.

  • Młodość - 2015

    plakat promujący
    Młodość (Youth) - 2015;
    - reżyseria: Paolo Sorrentino;
    - scenariusz: Paolo Sorrentino;
    - wybrana obsada: Robert Seethaler, Jane Fonda, Paul Dano, Rachel Weisz, Harvey Keitel, Michael Caine;
    - gatunek: dramat.

    Ciekaw jestem ile osób sięgnęło po ten film sugerując się plakatem? Faktycznie przyciąga oko i taka scena w filmie jest, ale nie oddaje ducha filmu. Bardziej pasowałoby zielone wzgórze a na nim dwóch spacerujących staruszków. Świetnie też pasowałby jakiś całkiem abstrakcyjny motyw.
    Dzieło Sorrentino urzeka widza.. tak spójnego, pięknego wizualnie obrazu dawno nie widziałem. Kadry cieszą oko, ale najmocniejszą stroną filmu są dialogi i ogólny refleksyjny klimat. Młodość to rozważania na temat młodości, sensu życia, ulotności i tymczasowości tego co przeżywamy i posiadamy. W dyskusji biorą udział zarówno osoby na różnym etapie życia. Mamy konfrontację różnych postaw, której wynikiem jest bardzo mądre (wszystkim chyba znane) przesłanie. Młodość to nie stan ciała.. ale stan ducha. Czasem tak bardzo planujemy jak dobrze żyć, że zapominamy, że większość życia umyka nam na planowaniu. Czy nie lepiej bardziej, niekoniecznie hedonistycznie, korzystać z życia? Zamiast żyć przeszłością tworzyć nowe wspomnienia? Nie porównywać się z innymi tylko "robić swoje", ale przede wszystkim nie bać się tego co nieuniknione..
    Bardzo spodobał mi się motyw filmowy w Młodości. Uznany, ale u schyłku życia, reżyser próbuje stworzyć film, który będzie podsumowaniem jego kariery. Zamiast wielkiego dzieła powstaje kiczowata historia o sensie życia. Nie potrafię tego nie porównać do działań Wajdy. Każde jego z ostatnich"dzieł" jest traktowane jako zwieńczenie jego kariery. Sprawia to, że powstają filmy, których jakość jest coraz bardziej dyskusyjna. Jakoś nikt tak się nie wypowiada chociażby o Eastwoodzie - tu raczej jest oczekiwanie by kręcił jak najwięcej i jak najdłużej.
    Te filmowe rozważania warto przełożyć na twórczość samego Sorrentino, on tym filmem pokazuje, że nic nie musi udowadniać, że zwyczajnie tworzy kolejny film bo może, bo chce.. nie chce bazować na tym co osiągnął, odcinać kuponów, nie musi kolejnego filmu robić jeszcze lepszego.. zwyczajnie tworzy kolejny tytuł.
    Młodość pyta o sens życia? Każdy może go inaczej odbierać, ale myślę, że wszystkie odpowiedzi będą miały wspólny pierwiastek, którym są emocje. Banalnie proste.

  • Źródło - 2006

    zrodloŹródło
    (The Fountain, reżyseria Darren Aronofsky, 2006)


    Po seansie Atlasu Chmur miałem wrażenie, że film jest zbyt naiwny, zbyt oczywisty.. a przede wszystkim, że jest pewnego rodzaju wydmuszką filozoficzną... dokładnie takie same wrażenia mam po Źródle.. w sumie to oba filmy wiele łączy. Oba są piękne wizualnie.. i muzycznie (zwłaszcza Źródło). Oba filmy mają kilka płaszczyzn opowieści, których akcja dzieje się w różnych czasach, ale ich bohaterowie są odgrywani przez niezmienianych aktorów (Jackman, Weisz).. fajny zabieg, który ma na celu podkreślenia uniwersalności opowieści i dążeń człowieka. Oba filmy też podkreślają fakt, że chwila, dane życie, strach przed umieraniem, potrzeby, marzenia to elementy ulotne i stałe zarazem.. są wpisane w ludzką naturę. W człowieczeństwo.
    Takie uniwersalne prawdy, które pachną mi Coelho.. Mam wielki szacunek do Aronofky'ego, ale nie lubię filmów, które próbują powiedzieć tak - Jestem odpowiedzią na ból i wszystkie zagadki świata - jestem wspaniały, nie podoba Ci się to znaczy, że jesteś zbyt głupi by zrozumieć tak oczywisty geniusz....
    I jak tu ocenić? Nie chcę być postrzegany za idiotę... ;) niechaj będzie naciągane, albo nie .. oceniam na siedem.

  • Wróg u bram - 2001

    wrog u bramWróg u bram
    (Enemy at the Gates, reżyseria Jean-Jacques Annaud, 2001)
    Ten tytuł kiedyś już widziałem, ale ciężko było mi sobie przypomnieć zarys fabuły. Trzeba było sobie przypomnieć;). Jest to film pokazujący bitwę o Stalingrad poprzez pojedynek dwóch znakomitych snajperów. Ikona walki z nazistowskim agresorem (Jude Law) przeciwko jednemu z najlepszych niemieckich snajperów (Ed Harris). Pojedynek na śmierć i życie.. a wokół miasto, które tonie w gruzach, bombach i trupach. Przerażające. Stalingrad został tu znakomicie ukazany. Scenografia jest jednym z najmocniejszych elementów tego filmu. Zresztą film nie ma słabych stron. Zachwyca aktorstwo, poza wspomnianymi w Wrogu zagrali: Joseph Fiennes, Rachel Weisz, Bob Hoskins oraz Ron Perlman. Scenariusz też do ostatnich chwil trzyma napięciu. Nie jest przeładowany, ani przerysowany.. idealnie stonowany.

  • Constantine - 2005

    constantineConstantine
    (reżyseria Francis Lawrence)

    Ekranizacja komiksu o egzorcyście, który poświęca swoje życie by uratować ludzkość przed demonem. . W bohaterskiej roli Keanu Reeves, który specjalnie się tutaj nie wysilił.. jego postać mocno przypominała Neo z Matrixa. Film wywołał u mnie mieszane uczucia. Bardzo fajny temat wojny nieba i ziemi został przedstawiony w nudnawy sposób. Nie ma tu elementów, które by mnie porwały.. Konwencja też mi się wydaje nie do końca spójna - ani to komedia, ani horror. Takie coś pomiędzy. Owszem było kilka bardzo fajnych efektów, ale większość filmu mnie nie zachwyciła.... a zapowiadało się tak pięknie.
    Oceniam na słabe siedem.

  • Był sobie chłopiec 2002

    byl sobie chlopiecBył sobie chłopiec

    (About a Boy, reżyseria Chris Weitz, Paul Weitz, 2002)
    Odgrzewanie filmów do obejrzenia trwa w najlepsze.
    Tym razem Hugh Grant w typowej dla siebie roli.  Trzydziestokilkuletni facet ma jeden cel w życiu - podrywanie kobiet. Tylko zrywanie mu nie wychodzi. Odkrywa, że samotne matki są idealnym obiektem. Jest seks, ale to one z nim zrywają, bo szukają kogoś kto nada się na ojca ich dziecka, albo nadal coś czują do poprzedniego partnera. Dla naszego bohatera to idealny układ.  Wszystko się zmienia jak jedno z dzieci (Nicholas Hoult) zaczyna nachodzić go w domu.
    Był sobie chłopiec to komedia romantyczna, które trochę mówi nam o potrzebie akceptacji i bliskości.
    To jedna z ostatnich udanych ról Hugh, aktor nie może się odnaleźć w dojrzałym wieku.

  • Oz wielki i potężny 2013

    oz wielki i potezny
    Oz Wielki i Potężny
    (Oz: The Great and Powerful, reżyseria Sam Raimi, 2013)
    Nie rozumiem dlaczego ten film ma tak słabą ocenę na filmwebie. Niewiele ponad 6. Oz nie jest może jakoś specjalnie odkrywczy czy nowatorski, ale oferuje ponad dwie godziny zabawę na bardzo wysokim poziomie, podobnym do Alicji w Krainie Czarów. Fajnie napisana fabuła okraszona świetnymi efektami 3D to tylko niektóre z zalet produkcji. Do zalet też zaliczyć trzeba aktorów. Oz to James Franco, który przypomina bardziej na kabareciarza niż na wielkiego czarnoksiężnika, ale to był celowy i bardzo udany zabieg. W filmie występują też trzy piękne kobiety (Mila Kunis, Rachel Weisz, Michelle Williams), które wypadły nad wyraz dobrze i kusząco - przyznam że zazdraszczam Franco tej roli ;)  
    Film jest efekciarki, kuglarski, trochę kiczowaty, ale przede wszystkim spójny i cieszący oko. Wszak te wszystkie cechy idealnie pasują do fabuły i konwencji. Disney też powinien być zadowolony w wyniku finansowego - film miał bardzo dobry weekend otwarcia, ponad 80 mln dolarów wpływów, w sumie zarobił około 500 mln.

  • Dziedzictwo Bourne'a 2012

    dziedzictwo bourneaDziedzictwo Bourne'a
    (The Bourne Legacy, reżyseria  Tony Gilroy, 2012).

    Krótko, bo nie ma nad czym się rozwodzić. Najnowsza odsłona przygód Bourne'a jest filmem przeciętnym. Niby jest akcja, niby fabuła.. ale na kolana nie powala. Jeremy Renner to nie Matt Damon, a film niewiele ma wspólnego z poprzednimi częściami serii. Nie twierdzę, że źle zagrał.. ale jakoś mi nie pasował.. Na minus też trzeba zaliczyć zakończenie - rozczarowujące.
    Rachel Weisz i Edward Norton też jakoś nie zachwycili.
    Na plus zaliczę niektóre sceny akcji.
    Oceniam na sześć.

  • Dom Snów - 2011

    dom snow

    W rocznicowy piątek mieliśmy okazję obejrzeć dwa filmy.
    Były to : Dom Snów oraz Baby są jakieś inne, ten drugi zrecenzuję w kolejnej notce.

    Dom snów (2011, reż.Jim Sheridan)to thriller-psychologiczny. Wiem, że nie ma takiego gatunku film psychologiczny, ale czasem takie określenie pasuje;)
    Film nie jest w niczym oryginalny. Motyw domu, który ma swoją historię, był wielokrotnie przerabiany. Mimo braku oryginalności Dom Snów dobrze się ogląda. Oczekiwałem lekkiego filmu, o prostych środkach wyrazu. Taki też film dostałem. Nawet trochę więcej, gdyż film kilka razy pozytywnie mnie zaskoczył.
    Aktorsko też jest dobrze. Daniel Craig kolejny raz udowodnił, że jest przyzwoitym aktorem. Dostojnie facet się starzeje.
    W pozostałych rolach zobaczymy Naomi Watts oraz Rachel Weisz.
    Całość, mimo niewysokich lotów, oceniam na osiem.

  • Nostalgia anioła - 2009

    nostalgia aniolaNostalgia Anioła
    (Lovely bones-2009, reż. P. Jackson) to bardzo dobra produkcja, która udowadnia, że P. Jackson jest zdolnym reżyserem, który sprawdza się nie tylko w produkcjach z wielkim rozmachem, ale także w filmach bardziej kameralnych. 

    Nostalgia Anioła opowiada o dziewczynce, która ginie z rąk swojego sąsiada i obserwuje świat z zaświatów. Pierwsze skojarzenia przywodzą na myśl Uwierz w ducha z P Swayze w roli głownej, ale to podobieństwo jest tutaj tylko pozorne. W nostalgii głównym przesłanie nie polega na zemście, na zadośćuczynieniu. Te wątki się pojawiają, ale nie dominują. Dominuje uczucie straty, że wszystko jest ulotne, i że nawet niewinne osoby może spotkać śmierć. Z tą śmiercią trzema umieć się oswoić - ukoić ją. Żyć dalej. Chwiejnie, nie zapominając, iść do przodu. Film buduje klimat nastrojową muzyką, która wielokrotnie nam przypomina, że nie zmienimy losu. Fortepian cały czas buduje klimat oczekiwania, że za chwilę zdarzy się coś złego. Podobnie było w Słoniu (2003 -Gus Van Sant).

    Nostalgia Anioła nie epatuje przemocą, sceną morderstwa i gwałtu (tak naprawdę nawet nie wiemy , czy miał miejsce). To wielki plus filmu.

    Jedna rzecz mi się nie podobała. Morderca nie zasiaga na ławie oskarżonych, nie odpowiada za swoje uczynki. Zwyczajnie ginie, trochę z przypadku. Może tak jest lepiej - zło nie zawsze jest ukarane. Nie zawsze jest poznane. Smutna to perspektywa.

    Film polecam

Back to top