„Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi.”
Forrest Gump

paul rudd

  • Avengers: Koniec gry - 2019

    avengers koniec gry

     

    Avengers: Koniec gry,
    (Avengers: Endgame) - 2019;
    - reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo;
    - scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely;
    - wybrana obsada: Robert Downey Jr., Chris Evans, Mark Ruffalo, Chris Hemsworth, Scarlett Johansson, Jeremy Renner, Don Cheadle, Paul Rudd, Brie Larson, Karen Gillan, Bradley Cooper, Josh Brolin, Chadwick Boseman, Tom Holland, Tom Hiddleston, Tilda Swinton, Gwyneth Paltrow, Michelle Pfeiffer, Anthony Mackie (i tak pewnie wymieniłem tylko połowę);
    - gatunek: akcja, science fiction.

    W końcu dotarł na ekrany. Film, który ma zakończyć pewną fazę filmów Marvel'a. Przed twórcami stało bardzo trudne zadanie. Z jednej strony musieli pożegnać starych (nieco wysłużonych) bohaterów, wprowadzić świeżą krew, a dodatkowo przeprowadzić całą akcję w nienagannej fabule. Wysoko postawiona poprzeczka okazała się być stanowczo za nisko dla braci Russo. Idąc na seans spodziewałem się wysokiej realizacji i niezłego scenariusza, ale nie sądziłem, że dostanę tak dopracowaną historię, w której najbardziej znani bohaterowie (Iron Man, Thor, Hulk, Kapitan Ameryka) zostali okraszeni znaczną dawką dobrego humoru. Kto to się spodziewał, że Banner okiełzna Hulka, a Thor się roztyje (w końcu coś mnie z nim łączy)? Avengers: Wojna bez granic zakończył się wielką porażką Avengersów. Thanos zgładził połowę życia we wszechświecie - taka gwałtowna redukcja miała sprawić, że 'życie' nabierze nowej, lepszej jakości. Po dotkliwej klęsce i utracie przyjaciół trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Niektórzy sobie nieźle radzą, ale większość naszych bohaterów nie może pogodzić się ze stratą. A może jest szansa by to wszystko cofnąć? Zebrać kamienie mocy przed Thanosem? I więcej fabuły nie zdradzę. No poza tym, że nie warto czekać po napisach. Wyjątkowo nie ma sceny końcowej.

  • Ant-Man i Osa - 2018

    ant man i osa

    Ant-Man i Osa,
    (Ant-Man and the Wasp) - 2018;
    - reżyseria: Peyton Reed;
    - scenariusz: Andrew Barrer, Gabriel Ferrari;
    - wybrana obsada: Paul Rudd, Evangeline Lilly, Michael Peña, Walton Goggins, Bobby Cannavale, David Dastmalchian, Hannah John-Kamen, Michelle Pfeiffer, Laurence Fishburne, Michael Douglas;
    - gatunek: akcja, science fiction.

    Tak próbuję zacząć ten tekst i sobie pomyślałem, że może zacznę od fabuły. I wiecie co? Mam z tym problem. Fabuła w tym filmie jest tak słaba i ma tak drugorzędne znaczenie, że trudno na niej się skupić. Ant-Man, złodziejaszek, który przypadkiem został Ant-Manem ma zasądzony areszt domowy. Każde jego naruszenie oznacza 20-letnią odsiadkę. Grzecznie siedzi w domu, aż do pewnego snu, w którym pojawia mu się Jane Van Dyne, która kilkadziesiąt lat wcześniej została uwięziona w kwantowym wymiarze. Zmniejszanie ma swoje granice. Sen sprawia, że Ant-Man zostaje wciągnięty w dynamiczną akcję, której celem jest odszukanie Jane. Mamy zmniejszanie, zwiększanie, wyścigi, kolejne zmiany wielkości, poszukiwania laboratorium, które jest zmniejszone do wymiarów walizki, i kolejne zwiększanie i zmniejszanie, w tle mocne pościgi FBI i cała masa humoru, który jakoś próbuje ratować ten film.

  • Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów - 2016

    kapitan ameryka wojna bohaterow
    Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów,
    (Captain America: Civil War) - 2016;
    - reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo;
    - scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely;
    - wybrana obsada: Chris Evans, Robert Downey Jr., Scarlett Johansson, Sebastian Stan, Anthony Mackie, Don Cheadle, Jeremy Renner, Chadwick Boseman, Elizabeth Olsen, Paul Bettany, Paul Rudd, Tom Holland, Daniel Brühl, Martin Freeman;
    - gatunek: akcja, science-fiction.

    Od czego by tu zacząć.. pisząc o poprzednich filmach z uniwersum Marvela dawałem do zrozumienia, że seria mi się trochę przejadła. Płascy bohaterowie w kolejnych filmach czynili coraz większa rozwałkę, która może cieszyła oko, ale brakowało w tym wszystkim jakiegoś większego sensu. Wojna bohaterów jest idealną odpowiedzią na moje rozterki. Nie tylko ja zauważyłem, że Avengersi sieją zniszczenie - dostrzegli też to szefowie rządów. Chcąc ukrócić samowolkę superbohaterów tworzą porozumienie, które nałoży na działania Avengersów pewne ograniczenia. Teraz będą musieli przed każdą akcją zdobyć zgodę ONZ. Oczywiście powoduje to rozłam wśród ekipy - nie wszyscy chcą się podporządkować rządom. Brzmi to trochę znajomo? Dla mnie bardzo - przecież bardzo podobną problematykę poruszał Batman v Superman - poddano w wątpliwość motywacje bohaterów. Nadal nie rozumiem tak chłodnego przyjęcia tego filmu.

  • Ant-Man - 2015

    plakat promujący
    Ant-Man - 2015;
    - reżyseria: Peyton Reed;
    - scenariusz: Adam McKay, Paul Rudd, Edgar Wright, Joe Cornish;
    - wybrana obsada: Paul Rudd, Michael Douglas, Evangeline Lilly, Corey Stoll, Michael Peña;
    - gatunek: akcja, science fiction.

    Jeszcze rok temu bezkrytycznie podchodziłem do wszystkich produkcji sygnowanych przez Marvela. Nadal lubię te produkcje, ale coraz bardziej sceptycznie podchodzę do tych filmów. Avengersi nadal się jakoś bronią, ale pozostałe tytuły niezbyt trafiają w moje gusta. Do tej grupy zdecydowanie zalicza się Ant-Man. Zwiastuny zapowiadały całkiem zabawną bajeczkę, ale bez entuzjazmu podchodziłem do seansu - kolejny raz przeczucie mnie nie zmyliło. Historia złodzieja, który po zażyciu specjalnej mikstury i założeniu specjalnego kostiumu zmienia się w superbohatera wielkości mrówki nie ma w sobie nic co by mnie zainteresowało. Jest to bardziej materiał na kino familijne niż dobre science fiction. Główny bohater i antybohater nie przyciągają uwagi, są dramatycznie nijacy, ale na szczęście drugoplanowa rola Pena'y minimalnie ożywia akcję. Ant-Man'a obejrzałem w wersji z dubbingiem.. całe szczęście - przynajmniej było bardziej śmiesznie i interesująco. I tyle większych pozytywów. Mam wrażenie, że Marvel nie do końca miał pomysł na ten film, ale kalendarz premier trzeba było czymś wypełnić. Podejrzewam, że takich filmów będzie teraz coraz więcej.. takich wypełniaczy czasu, które długo w pamięci nie zostaną.

  • Wbrew regułom - 1999

    wbrew regulomWbrew regułom (The Cider House Rules, reżyseria Lasse Hallstrom, 1999)
    Ostatnia z zaległych notek. Fajnie będzie pisać o filmach na bieżąco, no chyba, że znów mój brak dobrej organizacji wygra.
    Ekranizacja powieści Johna Irvinga. Lata czterdzieste, prowincjonalny dom dziecka gdzieś w Ameryce. Opiekun sierot, dr Larch (Michael Caine) uczy jednego ze swoich podopiecznych (Tobey Maguire) wszystkiego co wie o medycynie. Chciałem napisać, że uczy wszystkiego o ratowaniu życia, ale to nie byłaby prawda. Uczy także jak skutecznie i bez powikłań dokonywać aborcji. Larch jest znakomitym lekarzem, nauczycielem, człowiekiem, ale ma specyficzne pojęcie co dobre i złe. Marzy mu się by chłopak (Homer) kiedyś przejął jego rolę i opiekował się sierotami. Jego plany psuje młodzieńczy niepokój Homera, który pragnie się wyrwać, zwiedzić świat i zamieszkać gdzieś z dala od rodzinnych stron. Chłopak postanawia spełnić swoje marzenia.
    Nie przepadam za Maquire'm, ale w tym filmie nawet mnie tak bardzo nie drażnił - chociaż nadal twierdzę, że aktor ma tylko jedną minę. Całe szczęście, że wystąpili tu też inni aktorzy (Caine, Charlize Theron, Paul Rudd)
    Dlaczego warto obejrzeć ten film? Przede wszystkim dla historii o dojrzewaniu, realizacji pragnień, trudów miłości i przede wszystkim wielkich rozczarowań. Nie wszystko złoto co świeci. Mocną stroną filmu jest też strona wizualna. To się naprawdę dobrze ogląda.
    Wbrew regułom dostaje osiem.

    8

Back to top