"Twoje zdrowie, mała."
Humphrey Bogart

Nowości na stronie

Sala samobójców. Hejter - 2020
Kruk - Czorny Woron nie śpi - sezon 2
Szansa - 1979
Złodziej życia - 2004
Luca - 2021
Prosta historia - 1999
Dubler - 1977
Mysia Straż - Jesień 1152 - Tomy 1 i 2
Miasto kłamstw - 2018
Labirynt - Thiago Souto
Fun Home: Tragikomiks rodzinny  - Alison Bechdel
Służąca - 2016
Outsider - mini seria
Przebudzenie - Scott Snyder, Sean Murphy

kasowy

  • Deadpool - 2016

    plakat promujący
    Deadpool - 2016
    - reżyseria: Tim Miller;
    - scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick;
    - wybrana obsada: Ryan Reynolds, Morena Baccarin, Ed Skrein, Brianna Hildebrand;
    - gatunek: akcja, science-fiction.

    Ostatnio marvelowskie produkcje zaczęły mnie rozczarowywać. Pojawiają się kolejne tytuły, które są tylko festiwalem efektów specjalnych, coraz słabszych scenariuszy, a seanse coraz bardziej rozczarowują. Dlatego też z dużą rezerwą podchodziłem do Deadpoola. Spodziewałem się kolejnego superbohatera (nie czytuję komiksów), który niewiele się będzie różnił od pozostałych. Walentynkowy, poranny seans mocno mnie zaskoczył. Deadpool okazał się jednym z najlepszych filmów Marvel'a.
    W końcu powstał film, w którym na pierwszym miejscu jest humor. Scenarzyści robią sobie jaja z całego uniwersum Marvela, głównego bohatera, przesadzonych efektów specjalnych, świata popkultury, ale przede wszystkim nabijają się z samych siebie. Jest sporo ciętego humoru, ale także krwawych scen. Deadpoll'owi zdecydowanie bliżej do Tarantino niż do ugrzecznionej serii o superbohaterach. Cały patos, który towarzyszy Avengers'om i X-men'om został obnażony i wyśmiany.
    Aktorsko też jest bardzo dobrze. Ryan Reynolds idealnie wpisał się w Deadpoll'a. Nie wyobrażam sobie by ktoś inny mógłby to lepiej zagrać.
    Soundtrack też zasługuje na słowo uznania. Zabawny i wyrazisty.
    Co tu dużo mówić - na seansie się nieźle bawiłem i mogę go wszystkim polecić. Zwłaszcza tym, którzy lubią się doszukiwać odniesień do innych tytułów. Idealna, prawie walentynkowa rozrywka.

  • Gwiezdne wojny: Część VI - Powrót Jedi - 1983

    plakat promujący
    Gwiezdne wojny: Część VI - Powrót Jedi
    (Star Wars: Episode VI - Return of the Jedi) - 1983
    - reżyseria: Richard Marquand,
    - scenariusz: George Lucas, Lawrence Kasdan;
    - wybrana obsada: Mark Hamill, Harrison Ford, Billy Dee Williams, Anthony Daniels, Peter Mayhew, Sebastian Shaw, David Prowse, Ian McDiarmid, Kenny Baker.
    - gatunek: przygodowy, science-fiction.

    Przyszła kolej na ostatnią część pierwszej trylogii Gwiezdnych Wojen.

    Imperium buduje kolejną Gwiazdę Śmierci – nowa broń ma być o wiele bardziej potężniejsza od pierwowzoru. Rebelianci muszą ją zniszczyć zanim osiągnie gotowość bojową, ale najpierw trzeba uratować Han’a Solo, który został zamrożony i przekazany swojemu największemu wrogowi (Jabba) na pustynnej planecie Tatooine. Uwolniony Solo ma pomóc w ataku na Gwiazdę Śmierci. Imperium jednak nie zamierza bezczynnie czekać na ofensywę Rebeliantów.
    Powrót Jedi to póki co najlepsza część GW którą widziałem. Efekty specjalne są fenomenalne, ale bez nieźle pomyślanej fabuły byłyby niczym, a ta jest mocno urozmaicona. Mamy wizytę na Tatooine, gwiezdny atak, nauki Jedi, ostateczna walka Luke’a ze swoim ojcem oraz walki na Endorze – księżycu Gwiazdy Śmierci. Jest też mnóstwo humoru i sprawnie napisanych dialogów. Zachwycają też rodowici mieszkańcy na Endorze (Ewoki). Trzeba przyznać, że genialnie to wyszło.

  • Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - 2014

    plakat promujący
    Hobbit: Bitwa Pięciu Armii
    (The Hobbit: The Battle of the Five Armies) - 2014;
    - reżyseria: Peter Jackson;
    - scenariusz: Fran Walsh, Philippa Boyens, Guillermo del Toro, Peter Jackson;
    - wybrana obsada: Martin Freeman, Ian McKellen, Richard Armitage, Luke Evans, Orlando Bloom, Evangeline Lilly, Lee Pace, Aidan Turner, Cate Blanchett;
    - gatunek: fantasy, przygodowy.

    Ten Bilbo Baggins to sobie chodzi po tym świecie i znajduje różne artefakty, które niekoniecznie nie były zgubione. Zaczęło się niewinnie od pierścionka, ale Hobbit się rozkręcił. Przypominam, że mieczyka też nie kupił, a podwójne przywłaszczenie klejnotu mówi samo za siebie.. jak mawia o sobie: Jestem włamywaczem, ale uczciwym. Tyle o Hobbicie.
    Bitwa Pięciu Armii rozpoczyna się wielką jatką z udziałem smoka. Jest widowiskowo i pięknie, ale po początkowych fajerwerkach fajnie byłoby jakby się pojawiła jakaś konkretna fabuła. W ostatniej części Hobbita nie ma jej za wiele. Sporo się dzieje na ekranie, ale powiedzmy sobie uczciwie, że jest to ciut męczące. Intensywnością akcji trzeba umiejętnie sterować. W tym filmie trochę tego zabrakło. Jest ta wielka bitwa, armie się ścierają, nieznany jest zwycięzca i co wtedy? Przylatują orły - czy to recepta na wszystkie domknięcia wydarzeń? Za to zdecydowany minus.
    Legolas oczywiście zaszalał, ale chyba nie będziemy się tego czepiać.
    Żegnamy się ze światem Śródziemia, który dał nam niesamowitą dawkę przygód i emocji. Żałuję tylko, że ostatnia opowieść jest najsłabsza, ale to też dowód na to, że należało serię zakończyć.. póki jeszcze miała całkiem dobry poziom.
    Gdybym miał wybierać najlepszą część to wybrałbym Dwie Wieże.. jakby ktoś pytał..

  • Gwiezdne Wojny: Nowa Nadzieja - 1977

    plakat promujący film
    Gwiezdne Wojny - Część IV - Nowa nadzieja
    (Star Wars)- 1977;
    - reżyseria: George Lucas;
    - scenariusz: George Lucas;
    - wybrana obsada: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Peter Cushing, Peter Mayhew, David Prowse.
    - gatunek: przygodowy, science-fiction.

    No i ten dzień, ten czas musiał w końcu nadejść. Niebo się otwarło i w końcu zmotywowany (bez możliwości sprzeciwu) musiałem zacząć oglądać Gwiezdne Wojny. Sceptycznie do tego podchodziłem, nie rozumiałem ich fenomenu i wpływu na popkulturę. Niewybaczalne przeoczenie, które ma też swoje plusy. Mogłem bez sentymentalnych naleciałości obejrzeć Sagę - całkowicie dziewicze podejście do odświeżonej, wypasionej pierwszej części (wg numeracji czwartej).
    Nie miałem pojęcia, że gwiezdne wojny miały aż taki wpływ na moje dzieciństwo. Pierwsze klocki Lego (komunijne) były właśnie z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jedna z pierwszych gier wideo również nawiązywała do tego świata.. teraz dopiero rozumiem jaką rewolucją były te filmy. Scenariusz był pisany przez lata i sam Lucas nie wiedział czego tak naprawdę oczekuje.. cały czas rozbudowywał swoje uniwersum.. można powiedzieć, że Star Wars całkowicie zdominowało jego twórczość.. jego przyjaciel Coppola twierdził iż ten oszalał. Tak na marginesie - Lucas pierwotnie miał reżyserować Czas Apokalipsy, ale wolał skupic się na Star Wars.. niesamowita historia.
    Gwiezdne wojny zdobyły aż sześć Oscarów plus Oscar za specjalne osiągnięcia - absolutnie mnie to nie dziwi. Film jest z roku 1977, a nadal zachwyca swoim rozmachem i sposobem realizacji efektów specjalnych, które nadal trzymają formę. Nie można też pominąć soundtracku, który na stałe zawładnął wyobraźnią widzów na całym świecie. Pierwsza część Star Wars to dla mnie przede wszystkim niesamowity triumf Han'a Solo - maximum Forda w Fordzie ;) Za to kompletnie nie przypadł mi do gustu Luke Skywalker - zarówno aktor jak i postać nie byłyby w stanie zdobyć mojej sympatii.

  • Hobbit: Pustkowie Smauga - 2013

    plakat promujący
    Hobbit: Pustkowie Smauga
    (The Hobbit: The Desolation of Smaug)- 2013;
    - reżyseria: Peter Jackson;
    - scenariusz: Guillermo del Toro, Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens;
    - wybrana obsada: Martin Freeman, Ian McKellen, Richard Armitage, Orlando Bloom, Evangeline Lilly, Luke Evans, Cate Blanchett, Benedict Cumberbatch;
    - gatunek: fantasy, przygodowy.

    Rok 2016 zaczyna się od nadrabiania zaległości filmowych, które od jakiegoś czasu czekają na kolejkę.. Hobbit, seria Underworld oraz Gwiezdne Wojny w końcu trafiły na listę do obejrzenia.. pora najwyższa nadrobić te pozycje.
    Na pierwszy ogień poszedł Hobbit.. O pierwszej części kiedyś już pisałem i nie będę się powtarzać, ale chętnie się podzielę z Wami moimi wrażeniami z części drugiej - a trzecia dopiero czeka na obejrzenie.
    Pustkowie Smauga dużo bardziej cieszy zmysły niż Niezwykła Podróż. Mam wrażenie, że akcja była dużo bardziej interesująca. Nie jest to poziom Władcy Pierścieni, ale seans dał dużo satysfakcji. Zwłaszcza cieszył powrót Legolasa, który jak zwykle przeszarżował z tym swoim łukiem. Spore wrażenie robi też miasto na wodzie oraz Smok (Cumberbatch).. jedyne do czego mogę się doczepić to zbyt liniowe prowadzenie narracji. Chętniej bym widział na ekranie niezależne wątki, które by się wzajemnie przeplatały, ale z pustego i Salomon nie naleje. Rozbijanie jednej skromnej powieści na trzy niezależne filmy ma swoje konsekwencje, na szczęście nie ma w tej części tylu fabularnych wypełniaczy co w Niezwykłej podróży. Jackson w Pustkowiu Smauga zaoferował widowisko wysokiej jakości, ale niezbyt pierwszej świeżości. Reżyser wykorzystał kilka sprawdzonych już motywów (elfia miłość, pająki, smok, czy też Legolas), które miały zagwarantować pełen sukces kasowy. No i się udało. Film zarobił na świecie prawie miliard dolarów. Taki wynik powinien budzić szacunek.
    Hobbit: Pustkowie Smauga oceniam na osiem i pół. Polecam

  • Ant-Man - 2015

    plakat promujący
    Ant-Man - 2015;
    - reżyseria: Peyton Reed;
    - scenariusz: Adam McKay, Paul Rudd, Edgar Wright, Joe Cornish;
    - wybrana obsada: Paul Rudd, Michael Douglas, Evangeline Lilly, Corey Stoll, Michael Peña;
    - gatunek: akcja, science fiction.

    Jeszcze rok temu bezkrytycznie podchodziłem do wszystkich produkcji sygnowanych przez Marvela. Nadal lubię te produkcje, ale coraz bardziej sceptycznie podchodzę do tych filmów. Avengersi nadal się jakoś bronią, ale pozostałe tytuły niezbyt trafiają w moje gusta. Do tej grupy zdecydowanie zalicza się Ant-Man. Zwiastuny zapowiadały całkiem zabawną bajeczkę, ale bez entuzjazmu podchodziłem do seansu - kolejny raz przeczucie mnie nie zmyliło. Historia złodzieja, który po zażyciu specjalnej mikstury i założeniu specjalnego kostiumu zmienia się w superbohatera wielkości mrówki nie ma w sobie nic co by mnie zainteresowało. Jest to bardziej materiał na kino familijne niż dobre science fiction. Główny bohater i antybohater nie przyciągają uwagi, są dramatycznie nijacy, ale na szczęście drugoplanowa rola Pena'y minimalnie ożywia akcję. Ant-Man'a obejrzałem w wersji z dubbingiem.. całe szczęście - przynajmniej było bardziej śmiesznie i interesująco. I tyle większych pozytywów. Mam wrażenie, że Marvel nie do końca miał pomysł na ten film, ale kalendarz premier trzeba było czymś wypełnić. Podejrzewam, że takich filmów będzie teraz coraz więcej.. takich wypełniaczy czasu, które długo w pamięci nie zostaną.

  • Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy - 2015

    plakat promujący
    Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy
    - (Star Wars: The Force Awakens) - 2015;
    - reżyseria: J.J. Abrams;
    - Lawrence Kasdan, J.J. Abrams,Michael Arndt;
    - wybrana obsada: Harrison Ford, Carrie Fisher, Adam Driver, Daisy Ridley, John Boyega, Oscar Isaac;
    - gatunek: przygodowy, science-fiction.

    Nie jestem fanem Gwiezdnych Wojen.. może inaczej - wiem, że taka saga istnieje, że powinienem ją obejrzeć (mam kilkoro znajomych, którzy za nieznajomość serii są gotowi się na mnie obrazić), ale nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Owszem gdzieś tam fragmenty widziałem, ale raczej unikałem... aż w końcu nastał moment, w którym się przełamałem. Za namową (nie da się ukryć uporczywą - dzięki) poszedłem do katowickiego IMAX'u by obejrzeć Przebudzenie Mocy w miarę odpowiednich warunkach.
    Siódma odsłona GW pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest to kawał kapitalnego kina przygodowego, w którym nie brakuje sporej dawki humoru. Mam ten komfort, że nie muszę porównywać tego filmu z poprzednimi częściami - to całe uniwersum nadal jest dla mnie obce i nie do końca kumam jego fenomen, ale Przebudzenie Mocy jako pojedynczy film dało mi dokładnie to, czego oczekiwałem, a właśnie o to chodzi w kinie. Akcja to istny rollercoaster pełen ostrych zakrętów i nieoczekiwanych wydarzeń. Nie chcę się specjalnie rozwodzić nad fabułą bo boję się, że pominę jakieś ważne wątki dotyczące całej historii sagi.. w skrócie to jest kolejna walka pomiędzy dobrem, a złem. Potencjalni wrogowie mogą okazać się sojusznikami, a rodzina.. no cóż.. najlepiej na zdjęciach..
    Przebudzenie Mocy to dla mnie przede wszystkim niesamowity powrót najlepszego aktora kina przygodowego - mam na myśli (jeśli ktoś ma wątpliwości) Harrisona Forda. Dla niego samego warto obejrzeć ten film.. ale rozumiem, że dla wielu to za mało.. i tu warto wspomnieć o Daisy Ridley, która wypadła nad wyraz pozytywnie. Czyżby Jennifer Lawrance zaczęła mieć konkurencję? Jej postać została bardzo fajnie napisana (zresztą nie tylko jej).. bez zbędnej egzaltacji, rozchwianej psychiki. Mamy bohaterkę, która wie czego chce, ale przy czym zachowuje niewątpliwy urok osobisty.Jak dla mnie to największe pozytywne zaskoczenie podczas seansu. Tak - lubię to. Współczesne kino science-fiction to przede wszystkim też efekty. W Przebudzeniu Mocy akcji jest niesamowicie dużo, specjaliści od efektów specjalnych mieli niesamowicie dużo pracy. Trzeba przyznać, że spisali się bardzo dobrze. Ukazany świat charakteryzuje drobiazgowość i urozmaicenie, ale jednocześnie jest zachowany pewien styl kina lat osiemdziesiątych. Trudno mi to ubrać w słowa, ale takie odnoszę wrażenie. Słabiej natomiast wygląda 3D - Nadal nie jestem w pełni przekonany do tej technologii.. cały czas mam odczucie, że to chwilowa moda.
    Skoro wspominam o efektach to nie mogę pominąć jednego z głównych bohaterów - mowa oczywiście o droidzie BB-8.. - chyba nie ma osoby, której sposób wykonania tej postaci by się nie podobał. Od razu wpisuję BB-8 to listy ulubionych robotów - a tam znajduje się między innymi Numer 5 i kot z filmu Eva.
    Już teraz wiadomo, że najnowsza część GW pobiła wszelkie rekordy sprzedaży, ale czy kogoś może to dziwić? Tak intensywna kampania promocyjna musiała przynieść odpowiednie efekty.

  • Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 2 - 2015

    plakat promujący
    Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2
    (The Hunger Games: Mockingjay Part 2) -2015;
    - reżyseria: Francis Lawrence;
    - scenariusz: Danny Strong, Peter Craig;
    - wybrana obsada: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth, Woody Harrelson, Julianne Moore, Philip Seymour Hoffman, Donald Sutherland;
    - gatunek: akcja, science-fiction.

    Pamiętam jak się emocjonowałem początkiem sagi. Igrzyska Śmierci były dla mnie jedną z ciekawszych współczesnych antyutopii. Zachwyt został brutalnie zmieciony przez pierwszą część Kosogłosa, miałem jednak nadzieję, że seria będzie miała godne zakończenie. Niestety jest spore rozczarowanie. Gdyby rozłożyć scenariusz na części pierwsze to główny wątek antyutopijny ma odpowiednią, oczekiwaną linię, ale trzeba się jej doszukiwać. Druga część Kosogłosa to kolejna odsłona romansu o wiele znaczącym tytule: Kogo wybierze Katniss? Gale, a może Peeta.. Peeta, a może Gale? Większość filmu to rozważania na temat niezdecydowania głównej bohaterki.. Można próbować pominąć ten wątek, ale jest to bardzo trudne. W drugiej odsłonie Kosogłosa jest więcej akcji, ale brakuje jej rozsądnego, fabularnego uzasadnienia. Niby pojawia się pewien dramatyzm, ale po chwili znów słyszymy... kogo wybrać? Peeta, czy może Gale? I nastrój padł. Żałuję, że z sagi o niezłej podstawie fabularnej zrobiono przeciętne kino dla zakochanych nastolatków. Gdzie się podziały te nawiązania do Trzeciej Rzeszy? Jest wspomniany element wojny propagandowej, ale brakuje mu szerszego kontekstu jakim są techniki manipulacji tłumem.. Obraz społeczeństwa Kapitolu i Dystryktów jest mega spłaszczony.. w pierwszych częściach nie było to aż tak odczuwalne.. ale też było mniej rozważań - Gale, czy może Peeta?
    Może powinienem jeszcze raz obejrzeć pierwsze dwie części sagi? Pewnie obecnie nota byłaby sporo niższa.. ale na chwilę obecną nie czuję takiej potrzeby.

  • Prawdziwe Kłamstwa - 1994

    plakat promujący
    Prawdziwe kłamstwa (True Crimes) - 1994;
    - reżyseria: James Cameron;
    - scenariusz: James Cameron, Claude Zidi, Didier Kaminka, Simon Michael;
    - wybrana obsada: Arnold Schwarzenegger, Tom Arnold, Jamie Lee Curtis, Bill Paxton, Tia Carrere, Art Malik;
    - gatunek: sensacyjny, komedia.

    Coraz bardziej doceniam kino lat dziewięćdziesiątych. Stylistyka, klimat, obsada i sposób podejścia do widza sprawiają, że wolę obejrzeć coś co ma dwadzieścia lat niż niektóre nowe produkcje. Ostatnio na blogu wspomniałem, że rok 1994 był wyjątkowy dla kina, powstało wiele kultowych produkcji, ale też całkiem sporo produkcji ciut słabszych, ale nadal wartych obejrzenia. Przeglądając listę tytułów z tego roku natrafiłem na Prawdziwe kłamstwa z Arnoldem. Koniecznie musiałem przypomnieć sobie ten film. Po seansie jestem mega pozytywnie zaskoczony. Tytuł nadal na mnie działa, podczas oglądania świetnie się bawiłem, szkoda tylko, że zafundowałem sobie seans w pojedynkę, nie było z kim się śmiać.
    Harry (Arnold S.) jest agentem tajnej organizacji. Jest mega skuteczny, ale też często improwizuje i działa lekkomyślnie. Taki trochę James Bond. Na co dzień udaje nudnego sprzedawcę komputerów (dialogi na ten temat są wyśmienite), który wiedzie spokojne życie u boku kobiety, którą kocha. To akurat nie jest kłamstwo. Przypadkiem odkrywa, że ukochana się z kimś spotyka. Harry bez wahania wykorzystuje środki agencji do prywatnego śledztwa... a terroryści nie próżnują.
    Prawdziwe kłamstwa nie są krótkim filmem, ale fabuła i akcja są na tak wysokim poziomie, że nie nudzimy się ani przez chwilę. Sceny są niesamowicie urozmaicone, każdy znajdzie coś dla siebie. Efekty specjalne są niesamowite i po 20 latach nadal robią wrażenie, w 1994 roku musiały nieźle kosztować - myślę, że większość budżetu filmu (ponad 100 milionów dolarów) została wydana na ten cel.
    Po latach widać, że sporo późniejszych produkcji się inspirowało tym filmem.

  • Spectre - 2015

    plakat promujący
    Spectre - 2015 ;
    - reżyseria: Sam Mendes;
    - scenariusz: John Logan, Robert Wade, Neal Purvis, Jez Butterworth;
    - wybrana obsada: Daniel Craig, Christoph Waltz, Léa Seydoux, Ralph Fiennes, Monica Bellucci, Naomie Harris, Ben Whishaw, Dave Bautista;
    - sensacyjny.

    Na tego Bonda musiałem iść do kina.. niesamowity zwiastun, obsada i machina promująca sprawiły, że nerwowo wyczekiwałem premiery. Nastrój oczekiwania popsuł utwór promujący film, ale mimo to byłem dobrej myśli - w końcu to miało by świetne zakończenie serii z Craigiem. Po seansie jestem rozczarowany... to coś więcej niż delikatny niedosyt. Rozczarowuje ścieżka dźwiękowa, która mnie drażniła, rozczarowują dialogi i fabuła, czołówka nie przyciąga uwagi, ale przede wszystkim w Spectre zawodzą (bardziej niż wokalista) kobiety. Bellucci ma nic nie znaczący epizod, którego mogłoby nie być, a Seydoux wypada bardzo blado. Tak nijakiej kobiety James'a dawno nie było.. a w tej się po kilku dniach zakochał... i nawet tortury mu nie straszne.. poziom kobiet ratuje tylko Moneypenny (Harris). Coś o fabule? Ujawnia się odwieczny wróg Bonda, który od wielu lat jest odpowiedzialny za wszystkie tragedie agenta. W sumie nie do końca wiem na ile to była prywatna zemsta, a na ile walka o dominację nad światem. Główny motyw mnie nie przekonał. Spectre zaczyna i kończy się niemal tak samo.. Helikopter plus walący się budynek. Czy nie dało się w to wrzucić więcej różnorodności? Podczas seansu czułem się jakbym oglądał film zmontowany z innych produkcji.. mam wrażanie, że większość elementów fabularnych nie było zbyt świeżych. Całości brakowało polotu i chyba tak naprawdę pomysłu. Sam Bond zbyt wiele razy przegrywał i tak naprawdę fuksem unikał śmierci. W Spectre nie zawodzą aktorzy: Craig, Waltz, Fiennes - wypadli całkiem dobrze, chociaż nie było wyczuwalnego napięcia między nimi.. interesująca była też postać grana przez Bautista'e - szkoda, że ten łotr nie miał większego udziału w fabule. Byłoby to interesujące.

  • Więzień labiryntu: Próby ognia - 2015

    plakat promujący
    Więzień labiryntu: Próby ognia
    (Maze Runner: The Scorch Trials) - 2015;
    - reżyseria: Wes Ball;
    - scenariusz: T.S. Nowlin;
    - wybrana obsada: Dylan O'Brien, Ki Hong Lee, Kaya Scodelario, Thomas Brodie-Sangster, Aidan Gillen,
    - thriller, akcja, przygodowy.

    Dałem się przekonać i obejrzałem drugą część Więźnia Labiryntu. Pierwsza część średnio mi przypadła do gustu, ale nie można jej było odmówić pewnego pomysłu fabularnego. W dwójce nawet ten element zawodzi. Już w pierwszych scenach autorzy wyłożyli wszystkie karty na stół. Wprowadzili zagrożenie w postaci zombie, to ta "choroba" okazała się bezpośrednią przyczyną powstawania labiryntów. Czy widzicie tu jakiś związek? Ja nie widzę żadnego.. Próby ognia są kalką obecnych trendów w popkulturze, można powiedzieć, że to nic złego, że właśnie na tym polega takie kino. Czerpać z innych filmów, książek i spróbować na tym zarobić. Faktycznie tak jest, ale liczy się jeszcze pomysł, klimat, spójność uniwersum, jakość wykonania i niezłe aktorstwo. Wszystkie te elementy w tym filmie zawodzą.. fabuła jest absurdalnie głupia i nielogiczna. Wszystkie błędy z pierwszej części zostały z czułością zachowane i rozwinięte.
    Lubię kino science-fiction, ale wymagam od twórców przynajmniej minimalnego szacunku względem inteligencji widza.

  • Minionki - 2015

    Plakat promujący Minionki (Minions) - 2015;
    - reżyseria: Kyle Balda, Pierre Coffin;
    - scenariusz: Brian Lynch;
    - animacja, komedia, familijny.

    To była jedyna animacja, na którą czekałem w 2015 roku. Zresztą kilka razy o tym pisałem. W końcu udało mi się spełnić zachciankę dzieciaka w sobie i zaliczyłem ten tytuł. Jestem ciut rozczarowany. Fabułę animacji można podzielić na dwie części. Pierwsza - historia "ludu" Minionków pokazana na przestrzeni dziejów - od początków świata do czasów ponapoleońskich. Ta część jest prześmieszna, ale nie ukrywajmy, to wszystko było w zwiastunie. Druga część dzieje się w 1968 roku - Minionki nadal poszukują wrednego pana, któremu mogłyby służyć. Tu główny wątek trochę zawodzi, ale nadrabia innymi elementami. W każdej scenie możemy się doszukiwać nawiązań, odwołań do świata popkultury. Przyznaję, że więcej frajdy mi sprawiało szukanie intertekstualnych nawiązań niż śledzenie głównego wątku. (scena z piłą w budce telefonicznej mnie rozwaliła). Pewnie to celowy zabieg - animacja, jak większość współczesnych takich produkcji, ma dać rozrywkę zarówno dzieciakom jak i ich rodzicom. Jest to dla mnie zrozumiałe, ale fabuła mogła być ciekawsza. Na wielki plus muszę też zaliczyć pojawienie się w drugim planie postaci z poprzednich części Minionków. Młody Gru daje radę - i podejrzewam, że może powstać bajka przygodach nastoletniego Gru.

  • Paddington - 2014

    plakat do filmuPaddington - 2014;
    - reżyseria: Paul King;
    - scenariusz: Paul King, Hamish McColl;
    - wybrana obsada: Hugh Bonneville, Sally Hawkins, Nicole Kidman, Peter Capaldi.

    Cały czas mam w sobie coś z dziecka. Nadal lubię produkcje przeznaczone dla młodszego widza.. nie mam nic przeciwko kinu familijnemu. Paddingtona nie znałem, może to dziwne, ale jako dzieciak się z nim nie spotkałem.. wiedziałem, że coś takiego jest, ale nic poza tym. Dlatego też do ekranizacji przygód tego misia podchodziłem z całkowicie czystą kartą. Paddington to przyjemne, pełne ciepłego humoru kino, które idealnie wypełnia czas spędzony z rodziną. Momentami może razi manieryzm misia, ale całość zasługuje na słowa uznania. Historia misia, który przybywa do Londynu w poszukiwaniu domu ma w sobie swój urok. Fabularnie historia nie zaskakuje, od początku mniej więcej wiemy jak sprawa się potoczy, ale w takich filmach liczy się klimat, niezły dubbing i przede wszystkim lekkie poczucie humoru. Czułem się jakbym oglądał 101 dalmatyńczyków, ale to chyba zasługa nie tylko fabuły, nawiązań do popkultury, ale także kreacji Nicole Kidman - istna Cruella.

  • Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1 - 2014

    plakat promujący Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1
    (The Hunger Games: Mockingjay Part 1) - 2014;
    - reżyseria: Francis Lawrence;
    - scenariusz: Danny Strong, Peter Craig;
    - wybrana obsada: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth, Woody Harrelson, Donald Sutherland, Philip Seymour Hoffman, Julianne Moore, Stanley Tucci;
    - akcja, science fiction.

    Wielkimi krokami zbliża się kinowa premiera ostatniej części Igrzysk Śmierci więc to dobry moment by obejrzeć poprzednią część. Nieprzychylne recenzje sprawiły, że film długo czekał na liście do obejrzenia.
    Po seansie mam tylko jedną uwagę. Jak można było tak spieprzyć świetną serię? Kosogłos część pierwsza to dwugodzinny festiwal nudy i żałosnych, pseudomiłosnych dialogów. Na ekranie najważniejszym wydarzeniem wydaje się określenie kogo kocha Katniss (nie mnie) i kogo całuje.. a wojna? Kto by się nią przejmował w obliczu wielkiego uczucia...pomyślicie: pal licho fabułę może są przynajmniej ładne efekty specjalne? Nie ma nic .. jest jedno zestrzelenie z łuku i znów rozterki sercowe.. albo akcja w ciemności.. prawie jakbym Wiedźmina oglądał.
    Ewidentnie widać, że materiału było za mało by zrobić dwa pełnowartościowe filmy, ale czego się nie robi dla kasy.
    Kosogłos Część 1 ma dwa małe plusy. Pierwszym jest piosenka śpiewana przez Katniss - utwór wpada w ucho. Drugim kwestia mediów, ich rola w relacjonowaniu oraz kreowaniu konfliktów zbrojnych. Wszechotaczająca manipulacja i propaganda stosowana przez wszystkie strony konfliktu. Kto ma media ten ma władzę nad umysłami poddanych.
    Drugą część Kosogłosa pewnie obejrzę, ale raczej nie w kinie..

  • Mission: Impossible - Rogue Nation - 2015

    plakat promujący Mission: Impossible - Rogue Nation - 2015;
    - reżyseria: Christopher McQuarrie;
    - scenariusz: Christopher McQuarrie;
    - wybrana obsada: Tom Cruise, Simon Pegg, Jeremy Renner, Rebecca Ferguson, Alec Baldwin, Ving Rhames, Sean Harris;
    - sensacyjny.

    McQuarrie z Cruisem znowu zarobili mnóstwo kasy. Absolutnie mnie to nie dziwi.. Cruise od lat jest maszynką do zarabiania pieniędzy, która rzadko zawodzi. Nowym MI udowodnił, że nadal liczy się w Hollywood. Oglądając kolejną odsłonę przygód Ethana Hunta miałem wrażenie, że Tom złapał więcej dystansu do siebie (wzrost) - to zdecydowanie może mu służyć.
    Rogue Nation to kino sensacyjne z wyższej półki, w którym fabuła jest tylko pretekstem do pokazania niesamowitych efektów specjalnych. Szkoda, że ją tak przedmiotowo potraktowano. Wątek fabularny był słaby, w moim odczuciu nie wniósł niczego nowego, świeżego w porównaniu do czwartej części, a to chyba dowód na to, że pora zamknąć cykl. Wydaje mi się, że Tom zasługuje na coś mocniejszego, bardziej dopracowanego. Czy warto obejrzeć Rogue Nation? Oczywiście, że tak - to naprawdę kawał dobrej rozrywki, a scena pościgów motocyklowych ma szansę przejść do historii kina.

  • Jurassic World - 2015

    jurassic world Jurassic World - 2015;
    - reżyseria: Colin Trevorrow
    - scenariusz: Derek Connolly, Colin Trevorrow, Rick Jaffa, Amanda Silver
    - wybrana odsada: Chris Pratt, Irrfan Khan, Bryce Dallas Howard
    - przygodowy, science fiction.

    Dwadzieścia lat temu swoją premierę miał Park Jurajski Spielberga. Film zachwycał widza i rozpoczął wieloletnią modę na dinozaury. Miałem okazję go oglądać ostatnio i cały czas mi się podoba.. może to ta mentalność dziecka?
    Do nowej odsłony podchodziłem z lekkim dystansem, ale też z zaciekawieniem. Wiedziałem, że scenariuszowo będzie słabo, ale liczyłem na ładne efekty specjalne i ogólny klimat. Nie było zaskoczeń, niektóre dialogi pozytywnie zaskoczyły, ale mimo wszystko pojawiło się rozczarowanie.
    Pomińmy drewniane aktorstwo i absurdy scenariuszowe (próba ustrzelenia dinozaura karabinem), ale miałem wrażenie, że dinozaurów było jakoś mało.. i wszystkie wyglądały tak samo.. były ładne ujęcia, niektóre sceny, ale nie było tego efektu wow, który był przy pierwszym Parku Jurajskim. Zakończenia nie da się rozsądnie tłumaczyć.. było zwyczajnie słabe.

  • San Andreas - 2015

    san andreas San Andreas - 2015;
    - reżyseria: Brad Peyton
    - scenariusz: Carlton Cuse
    - wybrana obsada: Dwayne Johnson, Alexandra Daddario, Carla Gugino
    - katastroficzny.

    Ileż to było filmów katastroficznych o trzęsieniach ziemi.. wiele, ale nadal mnie przyciągają. Wiem, że pod żadnym względem mnie nie zaskoczą, ale oferują rozrywkę przewidywalną i satysfakcjonującą. Nie inaczej jest tym razem. O fabule można napisać tylko tyle, że scenarzysta ją napisał chyba w 20 minut. Zero subtelności, a dialogi sprowadzają się do kilku schematów. Johnson jako pilot helikoptera ratowniczego ratuje swoją rodzinę i cały czas pyta otoczenie czy ktoś jest ranny... i o dziwo nie ma nikogo takiego ;) miasto się wali, ale rannych brak. Już pomijam taką sam motyw wykorzystywania służbowej maszyny dla robienia prywaty.
    Film, mimo fatalnych dialogów, daje kawał ciekawej rozrywki, a to za sprawą bardzo dobrze zrobionych i przemyślanych efektów specjalnych. To naprawdę może się podobać.. tylko jak oni wymyślili, że pontonem można przebić pancerną szybę wieżowca? ;)
    Mały plusik też za zakończenie. Była amerykańska flaga i hasło, którym kończy się sporo filmów katastroficznych.. "teraz to odbudujemy"... ach ten amerykański patos.

  • Avengers: Czas Ultrona - 2015

    avengers czas ultrona Avengers: Czas Ultrona
    (Avengers: Age of Ultron) - 2015;
    - reżyseria: Joss Whedon
    - scenariusz: Joss Whedon
    - wybrana obsada: Robert Downey Jr., Chris Evans, Chris Hemsworth, Mark Ruffalo, Scarlett Johansson, Jeremy Renner, Samuel L. Jackson, Don Cheadle, Paul Bettamy.

    Pamiętam z jakim napięciem czekałem na pierwszych Avengersów - film, który skupiał w sobie bohaterów marvelowskich musiał być epicki. Nie zawiódł moich oczekiwań, ale też podniósł poprzeczkę dosyć wysoko. Kolejne pozycje z uniwersum Marvela trzymały poziom, ale już tak nie zachwycały. Myślałem, że podobnie będzie z Czasem Ultrona.. Druga odsłona Avengers mnie rozczarowała. Na ekranie dzieje się dużo, bardzo dużo, za dużo.. sceny walk mogłyby zapierać dech w piersiach, ale ich nadmiar i przerost formy nad treścią sprawiał, że czekałem aż się skończą. Lubię piękne efekty specjalne, ale czasem wskazany jest umiar i minimalny chociażby realizm. Oczekuję efektów może mniej widowiskowych, ale bardziej przemyślanych i mniej komputerowych.
    To może coś o fabule. Na tej płaszczyźnie też nie jest zbyt dobrze. Sztuczna inteligencja (Ultron) łapie dziwny stan i postanawia zniszczyć życie na ziemi. W tym celu postanawia wyciąć kawałek miasta i zrzucić go z kilku kilometrów - takie małe nawiązanie do historii dinozaurów. Na ekranie to wygląda jeszcze bardziej idiotycznie niż w notce o tym filmie. Fabuła wydaje się być tylko niezbyt dopracowanym dodatkiem do efektów, które niespecjalnie mi się podobały.
    Jedyne co mi się podobało w tej bajce to komediowe wstawki. Gdyby nie uszczypliwości pomiędzy bohaterami, drobne złośliwości i cięte riposty to seans byłby trudny do skończenia.

  • Mission: Impossible - Ghost Protocol - 2011

    mission impossible ghost protocol Mission: Impossible - Ghost Protocol - 2011;
    - reżyseria: Brad Bird
    - scenariusz: Andre Nemec, Josh Appelbaum
    - wybrana obsada: Tom Cruise, Paula Patton, Simon Pegg, Jeremy Renner, Michael Nyqvist
    - sensacyjny.

    W kinach kilka dni temu pojawiła się piąta część Mission Impossible - potraktowałem to jako idealną okazję by obejrzeć Ghost Protocol (MI IV).
    Jestem pozytywnie zaskoczony. Myślałem, że seria jest na równi pochyłej, ale scenarzyści Ghost Protocol pokazali, że przygody Ethan'a Hunt'a mają w sobie jeszcze spory potencjał.
    Mamy kolejną misję, tym razem ekipa Hunt'a zostaje pozbawiona wsparcia swojej macierzystej agencji. Zostaje wdrożona procedura Ghost Protocol, czyli pełne odcięcie. Brzmi znajomo? Pewnie, że tak - agent 007 też kilkukrotnie tracił licencję i na własną rękę, przy życzliwości szefostwa, musiał dochodzić prawdy.
    Podobieństw do Bonda jest więcej, ale nie traktuję tego jako wady - wręcz przeciwnie - stosowanie pewnych schematów jest gwarantem rozrywki na niezłym poziomie.
    Ghost Protocol nie jest wybitną pozycją w swoim gatunku, ale seans daje sporo satysfakcji i dowodzi, że Tom Cruise nadal jest w formie. Aktor może i jest kontrowersyjny, ale filmy z jego udziałem potrafią sporo zarobić. Czwarta część przygód agenta Hunt'a zarobiła prawie 700 milionów dolarów - to jest bardzo dobry wynik.

  • Kasowy sukces Universala

    universal
    Wytwórnia Universal może zaliczyć ten rok do bardzo udanych. Filmy tego studia zarobiły już w tym roku (2015) ponad pięć i pół miliarda dolarów. Oznacza to, że został pobity zeszłoroczny roczny rekord należący do Fox'a. Nie zapominajmy jednak, że ten rok jeszcze się nie skończył, a Universal ma jeszcze kilka tytułów, które zostaną wprowadzone jesienią. One też dołożą kilka cegiełek do sukcesu.
    Obecny sukces to w większości zasługa kilku mocnych pozycji. Szybcy i wściekli 7, Jurassic World, Pięćdziesiąt twarzy Grey'a oraz Minionki okazały się strzałami w dziesiątkę. Szczegółowe wyniki bez problemu znajdziecie w internecie. Przyznaję, że z tych pozycji widziałem tylko Szybkich i wściekłych - Minionki i Jurassic World czekają na premierę DVD. Grey'a sobie odpuszczę.

Back to top