"Po­wie­działbym, że piękna, wie­czna i ro­man­tyczna jest tyl­ko miłość... niespełniona. "
Woody Allen

Nowości na stronie

Inna Magia - Cullen Bunn, Tyler Crook
American Horror Stories - sezon 1
Płaszcz i szpony. Integral I
Viva Maria! - 1965
Ballada o śpiącym lwie - Agata Listoś-Kostrzewa
Lodowy szlak - 2021
Oldboy - 2003
Wyprawa do dżungli - 2021
Pośród lasu.Hill House
Lato '85 - 2020
Opowieści z krypty - sezon 1
Saga Winlandzka Tom 4
Ostatni sprawiedliwy - 1996
Zawód: Dziennikarz - 1994

Cinema City Unlimited

  • Grimsby - 2016

    grimsby
    Grimsby,
    (The Brothers Grimsby) - 2016;
    - reżyseria: Louis Leterrier;
    - scenariusz: Sacha Baron Cohen, Phil Johnston, Peter Baynham;
    - wybrana obsada: Sacha Baron Cohen, Mark Strong, Penélope Cruz, Isla Fisher, Rebel Wilson;
    - gatunek: komedia, akcja.

    Nie jestem fanem Baron'a Cohen'a. Przeważnie jego filmy mnie nie śmieszą i z takim nastawieniem poszedłem na Grimsby.
    Norman mieszka w biednej dzielnicy gdzie jego jedynymi rozrywkami są: robienie dzieci oraz kibicowanie narodowej drużynie. Jest zerem totalnym, ale to zero po latach poszukiwań odnajduje podwójne zero, czyli swojego zaginionego brata, który pracuje jako agent służb brytyjskich. Wyrachowany, świetnie wyszkolony agent oraz zapijaczona sierota życiowa muszą wspólnie zmierzyć się z zagrożeniem terrorystycznym. Jest to kolejna komedia wyśmiewająca serię o agencie 007, ale w tym filmie jest coś więcej. Wyśmiewa też stereotypy dotyczące osiedli robotniczych. oraz kultury kibicowskiej, aż dziw, że gdzieś w tle nie usłyszałem języka polskiego. Całe szczęście, że jest ten genialny brytyjski akcent.

  • Wstrząs - 2015

    wstrzas
    Wstrząs,
    (Concussion) - 2015;
    - reżyseria: Peter Landesman;
    - scenariusz: Peter Landesman;
    - wybrana obsada: Will Smith, Alec Baldwin, Albert Brooks, Gugu Mbatha-Raw, David Morse, Mike O'Malley;
    - gatunek: dramat, sportowy, na faktach.

    Wiecie, że lubię filmy, w których jednostka walczy z systemem. Kiedy ujawnienie prawdy może kogoś narazić na olbrzymie straty finansowe. Takie historie to przeważnie znakomity materiał na film. Czy to rząd, telewizja, koncerny tytoniowe - motyw walki Dawida z Goliatem działa na wyobraźnię widza.
    Patolog afrykańskiego pochodzenia odkrywa nową chorobę. Twierdzi, że długotrwałe narażanie mózgu na wstrząsy może powodować trwałe zmiany w mózgu, które skutkują skrajnymi zachowaniami byłych sportowców (samobójstwa, ataki na bliskich). Naukowe dowody są niczym wobec oporu władz NFL (Narodowa Liga Futbolowa). Władze NFL od dawna miały dowody, że ten sport może być szkodliwy dla zdrowia zawodników, ale ujawnienie tego faktu naraziłoby Ligę na olbrzymie straty finansowe. Lepiej zniszczyć życie patologa i udawać, że nic się nie stało.

  • Psy mafii - 2016

    plakat promujący
    Psy mafii,
    (Triple 9) - 2016;
    - reżyseria: John Hillcoat;
    - scenariusz: Matt Cook;
    - wybrana obsada: Chiwetel Ejiofor, Casey Affleck, Anthony Mackie, Woody Harrelson, Aaron Paul, Kate Winslet, Norman Reedus;
    - gatunek: dramat, kryminał.

    Na wstępie zaznaczę, że spodziewałem się całkiem innego filmu. Opisy oraz zwiastuny sugerowały kino typowo sensacyjne, ale na szczęście było to całkiem coś innego. Jest to kolejny tytuł o mieście, w którym ścierają się różne wpływy. Broń nosi każdy, a policja nie jest zbyt szanowana - zresztą nie ma czemu się dziwić skoro w jej szeregach są niezłe zbiry. W sumie trudno rozróżnić kto jest tym dobrym, a kto złym. Czasem wytatuowany latynoski bandzior ma mniej na sumieniu niż stróż prawa. Oś akcji toczy się wokół szykowanego napadu na placówkę rządową. Napadać będą policjanci po godzinach, a zlecenie wydaje, w imieniu rosyjskiej mafii, Irina (fenomenalna Winslet). Niby od pierwszych scen wiemy jak się mniej więcej akcja potoczy, ale Hillcoat kilkakrotnie zaskakuje, a to sprawia, że film trzyma mocno w napięciu.

  • Niewinne - 2016

    plakat promującyNiewinne,
    (Les Innocentes) - 2016;
    - reżyseria: Anne Fontaine;
    - scenariusz: Sabrina B. Karine, Pascal Bonitzer, Anne Fontaine, Alice Vial;
    - wybrana obsada: Lou de Laâge, Agata Buzek, Agata Kulesza, Vincent Macaigne, Joanna Kulig, Katarzyna Dąbrowska, Anna Próchniak;
    - gatunek: na faktach, dramat.

    Nie miałem w planach tego filmu, ale niektóre polskie komentarze sprawiły, że mnie zaintrygował. Wybaczcie, ale jak czytam, że jakaś produkcja ma antypolski i antykościelny charakter chociaż jeszcze nie weszła na ekrany to się robię mocno zaintrygowany. Ta przekorność natury.
    Niewinne to historia inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Koniec 1945 roku, gdzieś w Polsce - wojna dobiegła końca, ale do pokoju jeszcze daleko. Młoda francuska lekarka zostaje po kryjomu wezwana do zakonu gdzie ma pomóc jednej z sióstr. Na miejscu dowiaduje się, że chodzi o poród i że ciężarnych zakonnic jest dużo więcej. Kilka miesięcy wcześniej byli tu radzieccy żołnierze, którzy potraktowali zakon jak łup wojenny. Dramatyczne wydarzenia mają swoje nieuchronne konsekwencje, które nie mogą zostać ujawnione.
    Po seansie próbuję się doszukiwać antypolskiego wydźwięku. Owszem jeden z lekarzy mówi, że nie lubi Polaków, ale to nie przeszkadza mu udzielania pomocy. Nie ważne czy Polak, czy żyd, czy wierzący, czy komunista - wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy zmagają się z traumatycznymi przeżyciami.. Czy to jest antypolskie? No chyba, że trzymamy się tezy, że świat jest czarno-biały i Polacy są zbawicielem narodów - jeśli w to wierzycie to film Wam się nie spodoba.

  • Londyn w ogniu - 2016

    plakat promujący
    Londyn w ogniu,
    (London Has Fallen) - 2016,
    - reżyseria: Babak Najafi;
    - scenariusz: Katrin Benedikt, Creighton Rothenberger, Christian Gudegast, Chad St. John;
    - wybrana obsada: Gerard Butler, Aaron Eckhart, Morgan Freeman, Angela Bassett, Jackie Earle Haley,
    - gatunek: akcja.

    Niech no sobie przypomnę o czym był ten film.Jakiś agent ochrony prezydenta, miasto (chyba Londyn) i mnóstwo terrorystów w centrum europejskiej stolicy. To jeden z tych filmów, w których nikt nie próbuje się wysilić aby nadać choć cień prawdopodobieństwa fabuły. Zresztą zadowolony widz zaraz po seansie zacznie zapominać o czym był właśnie obejrzany film. Zapomni, ale i tak nie będzie żałować seansu. Przynajmniej ja nie żałuję. Wybrałem się na kino akcji i dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Mnóstwo nieprawdopodobnej rozwałki, zakrwawionych ubrań i potu. Wszystko rodem z filmów akcji z lat osiemdziesiątych. Wielu powie, że to kino klasy b - nie będę się sprzeczał w tej materii, ale mam sentyment do takich pozycji. Butler co prawda nie ma charyzmy jak Stallone, Statham czy też Willis, ale coraz bardziej go lubię w takich pozycjach.

  • Zwierzogród - 2016

    plakat promujący
    Zwierzogród,
    (Zootopia) - 2016;
    - reżyseria: Byron Howard, Rich Moore;
    - scenariusz: Jared Bush, Phil Johnston;
    - gatunek: animacja, przygodowy, komedia.

    No i mamy kolejną animację, która zbiera rewelacyjne oceny - musiałem sprawdzić czy faktycznie jest tak niesamowita jak opowiadali znajomi.
    Po seansie śmiało mogę bajkę polecić, ale z zastrzeżeniem, że nie jest to bajka w jakimkolwiek stopniu innowacyjna. Twórcy doskonale przeanalizowali co obecnie dobrze się sprzedaje i na tej podstawie zbudowali scenariusz, który miał zapewnić finansowy sukces. Opowiedziana historia nie powala na kolana, ale przecież ona jest tylko spoiwem łączącym poszczególne sceny, które są wielkim hołdem dla kina. Pisałem, że w Ave, Cezar! jest mnóstwo nawiązań do popkultury i to samo muszę napisać o Zwiarzogrodzie. Podejrzewam, że w każdej scenie miłośnicy dziesiątej muzy będą się doszukiwać inspiracji kultowymi filmami lat dziewięćdziesiątych i osiemdziesiątych. Intertekstualnością Zwierzogród stoi, ale gdyby ją odstawić na drugi plan to okazuje się, że fabularnie animacja niczym się nie wyróżnia. Ot zwykła opowieść z morałem, ale nie musimy dokonywać takiego rozkładu bajki na czynniki pierwsze. Zwierzogród jako całość to bardzo dobra animacja, która powinna usatysfakcjonować zarówno dzieci jak i ich rodziców. Mnie osobiście wkurzała postać głównej bohaterki - zbyt mocno mi przypominała Sandrę Bullock, ale za to drugi, trzeci plan trzymał niesamowicie fajny poziom. Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o scenie inspirowanej Ojcem Chrzestnym - mistrzostwo świata.

  • Ave, Cezar! - 2016

    plakat promujący
    Ave, Cezar!;
    (Hail, Caesar!) - 2016;
    - reżyseria: Joel Coen, Ethan Coen;
    - scenariusz: Joel Coen, Ethan Coen;
    - wybrana obsada: Josh Brolin, George Clooney, Alden Ehrenreich, Ralph Fiennes, Scarlett Johansson, Tilda Swinton, Channing Tatum, Jonah Hill;
    - gatunek: komedia, dramat.

    Nie jestem wielkim fanem twórczości braci Coen. Mam wrażenie, że często ich filmy są mocno przekombinowane, a fabuły niezbyt pociągające. Nie inne wrażenie mam po seansie Ave, Cezar!. Główny wątek fabularny mógłby dla mnie nie istnieć - był to tylko pretekst (może niezbyt dopracowany) do pokazania fascynującego świata Hollywood lat pięćdziesiątych. Olbrzymie hale produkcyjne, filmy produkowane niemal taśmowo - nie bez powodu mówimy o Fabryce Snów. Były też gwiazdy, które wierzyły w swoją wielkość, ale tak naprawdę były pełną własnością wytwórni filmowych. To one decydowały czy ktoś będzie popularny, jaki będzie miał wizerunek oraz jak często będzie występować na ekranie. Władza wytwórni nie ograniczała się tylko do kwestii zawodowych - w pełni panowali również nad życiem prywatnym swoich podopiecznych. W latach pięćdziesiątych ten system już zaczynał się kruszyć, ale nadal był wyczuwalny.
    W tamtym latach trwała też bezpardonowa wojna pomiędzy prawymi obywatelami, a komunistami, tymi prawdziwymi, ale także wymyślonymi przez system. Był to też czas obowiązywania Kodeksu Hays'a, który mocno wpływał na to jakie filmy są produkowane. Nie zapominajmy też, że w tamtych latach filmy były jasno podzielone na gatunki, które rzadko się przeplatały. Widz oglądając Ave, Cezar! z jednej strony dowie się jak będzie jak wyglądał świat Hollywood kilkadziesiąt lat temu, ale także będzie miał możliwość doszukiwania się mnóstwa odwołań do historii kinematografii. Bracia Coen musieli mieć sporo frajdy pisząc scenariusz, szkoda tylko, że nie dopracowali warstwy fabularnej. Sprytnie wpleciono też wątek scenarzystów w Hollywood, nadal walczą o docenienie w branży filmowej.

  • Na granicy - 2016

    plakat promujący
    Na granicy - 2016;
    - reżyseria: Wojciech Kasperski;
    - scenariusz: Wojciech Kasperski;
    - wybrana obsada: Marcin Dorociński, Andrzej Chyra, Andrzej Grabowski, Bartosz Bielenia, Kuba Henriksen;
    - gatunek: thriller.

    Ostatnio regularnie chodzę do kina, niemal przed każdym seansem jest puszczany zwiastun Na granicy, który niesamowicie przypadł mi do gustu. Trzeba było sprawdzić na dużym ekranie co to za dzieło wyszło.
    Kolejny raz mam mieszane (nawet bardzo uczucia). Przede wszystkim Na granicy ma dwa elementy, które mnie niesamowicie drażniły. Udźwiękowienie i praca kamery - to już jaka plaga w nowych filmach. Dialogi ledwo słyszalne, a obraz niemiłosiernie momentami drga. W tym filmie aż prosiło się zastosowanie bardzo wolnej pracy kamery, długie najazdy, ujęcia z daleka. Idealnie by to współgrało z dramatem, który rozgrywa się w bezludnych terenach w małej chatce. Nie wiem dlaczego, ale początek filmu przywołał mi obrazy z Misery. Nie wykorzystano też w pełni potencjału miejsca akcji.. byłe więzienie na pustkowiu - idealny temat.

  • Spotlight - 2015

    plakat promujący
    Spotlight - 2015;
    - reżyseria: Tom McCarthy;
    - scenariusz: Tom McCarthy, Josh Singer;
    - wybrana obsada: Mark Ruffalo, Michael Keaton, Rachel McAdams, Liev Schreiber, John Slattery, Stanley Tucci;
    - gatunek: thriller, dramat.

    Mam mały problem z tegorocznymi Oscarami. Większość nominowanych filmów, które widziałem nie trafia w moje gusta. Zbyt często pojawia się niedosyt i uczucie, że mogło być o wiele lepiej. Właśnie z takim nastawieniem podchodziłem do Spotlight. Chciałem obejrzeć z powodu tematyki, ale do seansu podchodziłem z wielką rezerwą.
    Film opowiada o dziennikarskim śledztwie dotyczącym pedofilii wśród klery i jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Początkowo temat wydaje się mało interesujący, ale w trakcie prac dziennikarze odkrywają, że pedofilia w Kościele to nie są jednostkowe sprawy. Problem jest o wiele szerszy - już nie chodzi tylko o motyw molestowania, ale systemu, który je tuszuje. Wokół tematu panuje wszechogarniająca zmowa milczenia. Tylko dzięki uporowi dziennikarzy i prawników udaje się odpowiednio nagłośnić problem. Sprawa w Bostonie uruchomiła lawinę podobnych śledztw i skandali, ale niewiele zmieniła jeśli chodzi o mentalność hierarchów kościelnych. Nadal wolą ukrywać problem niż dojrzale się z nim zmierzyć. To świadczy tylko o jednym - skala pedofilii wśród księży jest olbrzymia.

  • Deadpool - 2016

    plakat promujący
    Deadpool - 2016
    - reżyseria: Tim Miller;
    - scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick;
    - wybrana obsada: Ryan Reynolds, Morena Baccarin, Ed Skrein, Brianna Hildebrand;
    - gatunek: akcja, science-fiction.

    Ostatnio marvelowskie produkcje zaczęły mnie rozczarowywać. Pojawiają się kolejne tytuły, które są tylko festiwalem efektów specjalnych, coraz słabszych scenariuszy, a seanse coraz bardziej rozczarowują. Dlatego też z dużą rezerwą podchodziłem do Deadpoola. Spodziewałem się kolejnego superbohatera (nie czytuję komiksów), który niewiele się będzie różnił od pozostałych. Walentynkowy, poranny seans mocno mnie zaskoczył. Deadpool okazał się jednym z najlepszych filmów Marvel'a.
    W końcu powstał film, w którym na pierwszym miejscu jest humor. Scenarzyści robią sobie jaja z całego uniwersum Marvela, głównego bohatera, przesadzonych efektów specjalnych, świata popkultury, ale przede wszystkim nabijają się z samych siebie. Jest sporo ciętego humoru, ale także krwawych scen. Deadpoll'owi zdecydowanie bliżej do Tarantino niż do ugrzecznionej serii o superbohaterach. Cały patos, który towarzyszy Avengers'om i X-men'om został obnażony i wyśmiany.
    Aktorsko też jest bardzo dobrze. Ryan Reynolds idealnie wpisał się w Deadpoll'a. Nie wyobrażam sobie by ktoś inny mógłby to lepiej zagrać.
    Soundtrack też zasługuje na słowo uznania. Zabawny i wyrazisty.
    Co tu dużo mówić - na seansie się nieźle bawiłem i mogę go wszystkim polecić. Zwłaszcza tym, którzy lubią się doszukiwać odniesień do innych tytułów. Idealna, prawie walentynkowa rozrywka.

  • Nienawistna ósemka - 2015

    plakat promujący
    Nienawistna ósemka,
    (The Hateful Eight) - 2015;
    - reżyseria: Quentin Tarantino;
    - scenariusz: Quentin Tarantino;
    - muzyka: Ennio Morricone;
    - wybrana obsada: Samuel L. Jackson, Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh, Walton Goggins, Demián Bichir, Tim Roth, Michael Madsen, James Parks, Channing Tatum;
    - gatunek: western.

    To był jeden z tych najbardziej wyczekiwanych filmów w 2016 roku. Fenomenalne Django postawiło poprzeczkę mega wysoko, ale czułem, że kolejny film Tarantino może być dużo lepszy.. plakaty, zwiastuny i dobór aktorski zapowiadały niesamowite kino.. Quentin wiele obiecał, ale nie wszystkie obietnice udało mu się spełnić.
    Filmy Tarantino trudno wrzucić w ramy gatunków filmowych, ale umówmy się, że z tym filmem nie ma tego problemu. Western, a raczej antywestern dosyć wiernie oddają tematykę i stylistykę filmu. Klimatem i narracją Nienawistna ósemka mocno przypomina wspomniane Django. Nie traktuję tego jako wielkiej wady, ale kiedyś mocną stroną filmów reżysera był fakt, że się mocno od siebie różniły. Podobieństwa dwóch ostatnich dają pewne uczucie rozczarowania.
    Kolejnym wyróżnikiem filmów Quentina wydaje się być starannie dobrany soundtrack, na tej płaszczyźnie omawiany film również wypada blado. Jest kilka interesujących motywów, ale soundtrack na kolana nie powala. Morricone też nie pokazał w pełni swojego talentu. Niby jest oscarowa nominacja, ale ścieżka dźwiękowa do mnie nie trafiła.
    Rozczarowuje też wątek fabularny. Bardzo długie wejście w akcję, kreowanie świata, obiecywanie, że będzie pewien gwałtowny, nieoczekiwany zwrot, a później wyłożenie kart na stół. Układ kart wskazuje na ewidentny scenariuszowy blef.
    To były słabe strony filmu, ale są też atuty. Nienawistna ósemka to przede wszystkim genialne aktorstwo. Nie chodzi tylko o Samuela, błyszczy cały drugi plan. Zwłaszcza Russell, Leigh oraz Goggins. Postacie są bardzo wyraziste, barwne i przekonujące. Quentin pisząc poszczególne postacie i dialogi wykonał kawał świetnej roboty.

  • Planeta Singli - 2016

    plakat promujący
    Planeta Singli - 2016;
    - reżyseria: Mitja Okorn;
    - scenariusz: Sam Akina, Jules Jones, Mitja Okorn, Łukasz Światowiec, Michał Chaciński;
    - wybrana obsada: Maciej Stuhr, Agnieszka Więdłocha, Piotr Głowacki, Weronika Książkiewicz, Tomasz Karolak, Ewa Błaszczyk, Paweł Domagała, Katarzyna Bujakiewicz, Danuta Stenka;
    - gatunek: komedia romantyczna.

    Jak ja nie znoszę walentynek..  jest niewiele rzeczy, które mnie tak irytują jak to niby święto. Ja rozumiem, że miłość, że pary, ale to wszystko jest ubrane w tak wielką napompowaną sztuczność, że normalnie wytrzymać nie można. No dobra, narzekam jak główna bohaterka z filmu Listy do M. Nie przypadkiem wspominam ten tytuł - reżyserem Planety Singli, jak i wspomnianego "polskiego Kevina" jest Mitja Okorn, a producentem TVN. Listy do M świetnie się sprzedały więc postanowiono nakręcić coś według sprawdzonego przepisu. Dostajemy film, który całkiem nieźle się ogląda, ale na każdym kroku czujemy, że to jest kalka z innych produkcji z domieszką lokowania produktów, przebojów chwytających za serce oraz Karolaka. Mamy też Macieja Stuhra, którego postać nie jest zbyt oryginalna, ale nawiązania do filmów Jerzego Stuhra są miłą niespodzianką (Wodzirej, Seksmisja). Słowa uznania należą się też dla Agnieszki Więdłochy - zagrała uroczą, zakompleksioną dziewczynę. Dziewczyna ma całkiem dobry warsztat, ale obawiam się teraz będzie zbyt mocno eksploatowana przez TVN. Mam złe przeczucie.

  • Zjawa - 2015

    plakat promujący
    Zjawa, 
    (The Revenant) - 2015;
    - reżyseria: Alejandro González Iñárritu; 
    - scenariusz: Mark L. Smith, Alejandro González Iñárritu;
    - wybrana obsada: Leonardo DiCaprio, Tom Hardy;
    - gatunek: dramat, przygodowy. 

    Wszyscy znajomi wiedzą, że jestem maniakiem filmowym, ale większość nie wie, że jest niewiele filmów na które czekam. Mam takie zaległości, że nie widzę sensu w oczekiwaniu na nowe premiery. Zjawa zalicza się do tych niewielu filmów, na które czekałem. Dwóch moich ulubionych aktorów w jednym filmie nie mogło nie zostać przeze mnie zauważone. Po kinowym seansie stwierdzam, że film jest bardzo dobry, ale do znakomitości mu trochę brakuje. 
    Zacznę od rzeczy oczywistych. Będzie Oscar dla niedźwiedzia i może dla Leo - jeśli DiCaprio nie dostanie teraz Oscara to już więcej nie powinni go nominować. Ta nagroda robi się dla niego za mała. Bardzo fajnie zagrał też Hardy, ale nie oszukujmy się - nie miał wielkiego pola manewru. 
    Niektórzy recenzenci piszą, że Zjawa to film o zemście, ale to określenie bardzo ogranicza pole interpretacji. Uważam, że Zjawę można interpretować na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim to hołd dla dziewiczej przyrody Ameryki. Bardzo długie ujęcia, piękne plenery i surowość natury aż kipią z ekranu. Obraz zachwyca od strony wizualnej. Momentami film bardziej przypomina dokument o kolonizacji Ameryki niż kino przygodowe. Całość dopełniają pieczołowicie wykonane kostiumy i charakteryzacja. Podejrzewam, że tu może pojawić się Oscar. 
    Zjawę można też interpretować jako film o przetrwaniu. Woli życia, ale także ulotności. Nieistotne czy naszym życiem rządzi przypadek czy przeznaczenie i tak jesteśmy skazani na przemijanie, a każdy dzień jest walką o przetrwanie do dnia kolejnego. 
    W Zjawie widzę też pewne podobieństwo do Truposza Jarmusch'a. Kino drogi, której celem jest śmierć, która nie daje o sobie zapomnieć. Gdzie zachodnia cywilizacja jest kresem dziewiczej natury. Końcowe sceny Zjawy sugerują, że biały człowiek przywiózł tylko śmierć i zniszczenie, a rodowici mieszkańcy tylko obserwują jak świat, który znają powoli odchodzi w zapomnienie. 
    Zjawa to piękne widowisko, które koniecznie należy obejrzeć na dużym ekranie, na małym może wydawać się nudny i nijaki. Jest to też jeden z tych filmów, które zachwycają, ale nigdy się do nich  nie wraca. 

  • Pitbull. Nowe porządki - 2016

    plakat promujący
    Pitbull. Nowe porządki - 2016;
    - reżyseria: Patryk Vega;
    - scenariusz: Patryk Vega;
    - wybrana obsada: Piotr Stramowski, Bogusław Linda, Maja Ostaszewska, Andrzej Grabowski, Krzysztof Czeczot, Agnieszka Dygant, Paweł Królikowski, Michał Kula;
    - gatunek: dramat, sensacyjny.

    Przypadek trafił, że pierwszym obejrzanym filmem z 2016 roku został Pitbull. Jest to o tyle dziwne, że nie planowałem tego seansu. Byłem przekonany, że to jednak Tarantino będzie...
    Kiedyś próbowałem obejrzeć serial, ale odpuściłem po kilkunastu minutach. Miałem olbrzymi problem by zrozumieć dialogi - nie chciałem się męczyć. Chodzę na łatwizny. Ta próba sprawiła, że niezbyt ochoczo podchodziłem do Nowych porządków. Wkurza mnie w polskim kinie sensacyjnym nadużywanie slangu, przeklinanie, tanie efekty i często płascy bohaterowie. Muszę przyznać, że pod każdym względem nowy Pitbull mnie zaskoczył. Slang występuje, ale nie jest zbyt ostentacyjny to na plus. Wulgaryzmy też są, ale Vega (w jednym z dialogów) sprytnie przekazuje, że nie należy przesadzać. Efekty może na kolana nie powalają, ale za to mocno nadrabia klimat i całkiem rozbudowana fabuła. To nie jest banalna historia o walce z grupą przestępczą. To bardziej przypomina francuskie kryminały, gdzie kładzie się nacisk na okrucieństwo i niejednoznaczność środowiska, w którym dzieje się akcja. Mamy młodego gliniarza (bardzo dobry Piotr Stramowski), który kiedyś pracował pod przykrywką, ale trafia do normalnej policyjnej jednostki. Jego naiwność i wiara w sens służby zostaje mocno skonfrontowana z postawą przełożonych, ale także z bezwzględnością lokalnego bandziora (Linda), który próbuje zdobyć dominację w dzielnicy. Dwa różne śledztwa, jeden podejrzany a w tle wiele wątków, które uwiarygadniają postawę głównych bohaterów. Jednym z nich jest bardzo dobry motyw kibicowski, na bazie którego można by nakręcić osobny film.. ale nie o tym teraz. Pitbull to kino mocne, wyraziste i bardzo dobrze zagrane. Większość obsady wypadła bardzo dobrze, ale nie bez wyjątków. Krzysztof Czeczot w roli "Zupy" kompletnie nie był wiarygodny - aktor powinien pozostać w TVN'owskich serialach. Nie przekonały mnie też role kobiece, ale to raczej sprawka Vegi, który kobiety traktuje dosyć stereotypowo. Za to minus.

  • Joy - 2015

    plakat promujący
    Joy - 2015;
    - reżyseria: David O. Russell;
    - scenariusz: David O. Russell;
    - wybrana obsada: Jennifer Lawrence, Robert De Niro, Bradley Cooper, Edgar Ramírez, Virginia Madsen, Isabella Rossellini;
    - gatunek: biograficzny, dramat, komedia.

    Kolejny tytuł, który ma nas utwierdzić, że amerykański sen jest możliwy do zrealizowania. Dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych. Tym razem sen spełnia zwykła, samotna matka, która w wyniku natchnienia wynalazła mopa, którego nie trzeba wyżymać. Teraz o mopach wiem wszystko. Oczywiście spełnienie snu nie było proste - sprawy nie ułatwiają nieuczciwi partnerzy, brak doświadczenia, brak kapitału, ale przede wszystkim rodzina, która do idealnych nie należy. Główny wątek filmu do mnie nie trafił. Na nic tu starania Lawrence (dostała Złotego Globa, może będzie Oscar) oraz pozostałych aktorów - doświadczenia Joy nie są zbyt porywające. Na większą uwagę zasługuje jeden z drugoplanowych wątków. Joy nie potrafi sprzedać swojego produktu, ale to się zmienia gdy trafia do nowopowstałej stacji FOX, która specjalizuje się w handlu telewizyjnym. Sprzedaż zyskuje całkiem nowe oblicze. Teraz każdy może zadzwonić i zamówić upragniony produkt - a to wszystko bez wychodzenia z domu. Film opowiadający o początkach takiego handlu byłby dla mnie o wiele bardziej interesujący.
    Szkoda, że w scenariuszu, aż tyle miejsca poświęcono na wątek osobisty bohaterki, akcja zaczyna się rozkręcać dopiero od połowy filmu - wtedy pojawia się motyw sprzedaży i biznesu.

  • Big Short - 2015

    plakat promujący
    Big Short
    (The Big Short) - 2015;
    - reżyseria: Adam McKay;
    - scenariusz: Adam McKay, Charles Randolph;
    - wybrana obsada: Christian Bale, Steve Carell, Ryan Gosling, Brad Pitt, Jeremy Strong, Selena Gomez;
    - gatunek: dramat, na faktach.

    Powstało już całkiem sporo dobrych filmów o kryzysie z 2008 roku. Za każdym razem jak oglądam takie pozycje rośnie we mnie niechęć do cynicznego świata finansjery. Z jednej strony wielkie, wystawne życie, a z drugiej - manipulowanie cyferkami. Życie w błogiej nieświadomości, że te cyferki mają przełożenie na życie wielu ludzi. Te cyferki to praca, domy, edukacja, emerytury - to wszystko co nas otacza. Przeciętny zjadacz chleba chciałby mieć nadzieję, że ten system jest uczciwy i w pewien sposób kontrolowany. Kolejne kryzysy pokazują jednak coś całkiem innego - system jest po to by przynosił zyski, a narzędzia do ich osiągania nie podlegają żadnej kontroli, ani ocenie. Czy cyniczni oszuści mają wyrzuty sumienia? Skąd, przecież oni się tylko pomylili w obliczeniach.. a za błędy i tak zapłacą Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia. Big Short mocno uderza w widza. W skrócie można powiedzieć tak. Nie będziesz miał emerytury bo bąbelki do szampana sporo kosztują. Taki sam wydźwięk miał Wilk z Wall Street. Te dwa filmy łączy coś jeszcze. Jest to bezwzględnie dobre aktorstwo. Christian Bale oraz Steve Carell to mega wysoki poziom. Gosling i Pitt przy nich nie mieli okazji pokazać swoich mocnych stron.
    Wydźwięk filmu jest trochę dołujący. Mamy kryzys finansowy opowiedziany przez osoby, które na nim zarobiły oraz pewne potwierdzenie, że kolejny kryzys to tylko kwestia czasu. Machina, przy solidnym wsparciu rządów, toczy się dalej.
    Big Short dostał aż pięć nominacji do Oscara - czy ma szansę wygrać? Nie wiem, jest to bardzo dobra pozycja, która porusza ważny, lubiany przez Hollywood temat, ale ponoć konkurencja jest silna. Mam sporo pozycji do nadrobienia.

  • Creed: Narodziny Legendy - 2015

    plakat promujący
    Creed: Narodziny legendy
    (Creed) - 2015;
    - reżyseria: Ryan Coogler;
    - scenariusz: Ryan Coogler, Aaron Covington;
    - wybrana obsada: Michael B. Jordan, Sylvester Stallone, Tessa Thompson, Phylicia Rashad;
    - gatunek: sportowy, dramat.

    Rocky.. wróć.... Creed zapowiada się na początek całkiem nowej bokserskiej serii.

    Adonis jest nieślubnym synem legendarnego boksera, ale nie chce bazować na sławie swojego ojca. Pragnie do wszystkiego dojść własnymi siłami. Rzuca dobrze płatną pracę, pieniądze i podąża za marzeniem. Wrodzona pewność siebie to jednak za mało by liczyć się na bokserskim rynku. Adonis jest tego świadomy i dlatego prosi Rocky'ego by go trenował. Emerytowany bokser początkowo się nie zgadza, ale po czasie postanawia dać szansę młodemu Creed'owi. Brzmi to niezbyt oryginalnie, ale opowiedziana historia wywołuje prawdziwe emocje i niesamowicie wciąga. Przyczyn jest wiele. Scenariusz to nic innego jak dążenie sportowca do wielkiego celu, walka z własnymi ograniczeniami, ale doskonale wiemy, że w filmach sportowych to jest najlepsza baza na film. Creed to uwspółcześniona legenda o wielkim Rocky'm Balboa, którego historią żyło całe moje pokolenie. Ileż razy się oglądało Rocky;ego na VHS.
    Creed to też znakomity bokserski montaż - wielu twierdziło, że w filmie Do utraty tchu montaż być niesamowity, ale w Narodzinach legendy sceny walk wyglądają o niebo lepiej.
    Wielkie słowa uznania należą się dla scenarzystów. Pięknie połączyli historie Rocky'go i Creed'a. Młodości i doświadczenia. Legendy i ambicji. To połączenie podkreślane jest też bardzo dobrym soundtrackiem, który świetnie koresponduje z filmem z 1976 roku. Mam nadzieję, że akademie filmowe to docenią.
    Na koniec zostawiłem najlepsze. Sylvester Stallone - facet w tym filmie pokazał swoją największą klasę. Nie oszukujmy się ten aktor nigdy nie był wybitny.. ale w tym filmie wypadł naprawdę fenomenalnie. Póki co zdobył Złotego Globa za ten film, ale jestem przekonany, że powinien powalczyć o Oscara - należy mu się.
    Zresztą cała obsada zasługuje na słowa uznania. Brawo.

  • Point Break - na fali - 2015

    plakat promujący
    Point Break - na fali
    (Point Break)- 2015;
    - reżyseria: Ericson Core;
    - scenariusz: Kurt Wimmer;
    - wybrana obsada: Édgar Ramírez, Luke Bracey, Teresa Palmer, Delroy Lindo, Ray Winstone;
    - gatunek: akcja.

    Od czego tu zacząć? Zwiastun tego filmu widziałem jakiś rok temu i przyznam, że zrobił na mnie fajne wrażenie. Dużo szerokich ujęć, wartka akcja i sporty ekstremalne - z dobrym scenariuszem mógł wyjść naprawdę interesujący film... niestety Kurt'owi Wimmer'owi chyba za mało zapłacono.
    Utah uprawia sporty ekstremalne, jest uzależniony od adrenaliny. Jeden z niebezpiecznych rajdów kończy się śmiercią przyjaciela naszego bohatera. Kilka lat później Utah zdaje do FBI, jego jednym z pierwszych zadań polega na rozpracowaniu grupy złodziei, którzy podczas ucieczek popisują się niesamowitymi umiejętnościami , które są zarezerwowane dla doświadczonych osób uprawiających sporty ekstremalne. Tak mniej więcej wygląda fabuła. Poza tym "policyjnym" wątkiem mamy mnóstwo pseudofilozofii związanej z eko-terroryzmem.. uprawianie sportów ekstremalnych to forma hołdu dla naszej planety.. na ekranie nie brzmi to wcale lepiej. Sytuacji nie poprawiają dziury scenariuszowe i drętwa gra aktorska. Ewidentnie widać, że fabuła jest tutaj tylko dodatkiem do naprawdę niezłych ujęć przestawiających sporty wyczynowe. To mocno rozczarowuje - gdyby do tych samych zdjęć dodano przemyślaną fabułę filmu kryminalnego powstawałaby pozycja, którą bym chętnie polecał..

  • Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy - 2015

    plakat promujący
    Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy
    - (Star Wars: The Force Awakens) - 2015;
    - reżyseria: J.J. Abrams;
    - Lawrence Kasdan, J.J. Abrams,Michael Arndt;
    - wybrana obsada: Harrison Ford, Carrie Fisher, Adam Driver, Daisy Ridley, John Boyega, Oscar Isaac;
    - gatunek: przygodowy, science-fiction.

    Nie jestem fanem Gwiezdnych Wojen.. może inaczej - wiem, że taka saga istnieje, że powinienem ją obejrzeć (mam kilkoro znajomych, którzy za nieznajomość serii są gotowi się na mnie obrazić), ale nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Owszem gdzieś tam fragmenty widziałem, ale raczej unikałem... aż w końcu nastał moment, w którym się przełamałem. Za namową (nie da się ukryć uporczywą - dzięki) poszedłem do katowickiego IMAX'u by obejrzeć Przebudzenie Mocy w miarę odpowiednich warunkach.
    Siódma odsłona GW pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest to kawał kapitalnego kina przygodowego, w którym nie brakuje sporej dawki humoru. Mam ten komfort, że nie muszę porównywać tego filmu z poprzednimi częściami - to całe uniwersum nadal jest dla mnie obce i nie do końca kumam jego fenomen, ale Przebudzenie Mocy jako pojedynczy film dało mi dokładnie to, czego oczekiwałem, a właśnie o to chodzi w kinie. Akcja to istny rollercoaster pełen ostrych zakrętów i nieoczekiwanych wydarzeń. Nie chcę się specjalnie rozwodzić nad fabułą bo boję się, że pominę jakieś ważne wątki dotyczące całej historii sagi.. w skrócie to jest kolejna walka pomiędzy dobrem, a złem. Potencjalni wrogowie mogą okazać się sojusznikami, a rodzina.. no cóż.. najlepiej na zdjęciach..
    Przebudzenie Mocy to dla mnie przede wszystkim niesamowity powrót najlepszego aktora kina przygodowego - mam na myśli (jeśli ktoś ma wątpliwości) Harrisona Forda. Dla niego samego warto obejrzeć ten film.. ale rozumiem, że dla wielu to za mało.. i tu warto wspomnieć o Daisy Ridley, która wypadła nad wyraz pozytywnie. Czyżby Jennifer Lawrance zaczęła mieć konkurencję? Jej postać została bardzo fajnie napisana (zresztą nie tylko jej).. bez zbędnej egzaltacji, rozchwianej psychiki. Mamy bohaterkę, która wie czego chce, ale przy czym zachowuje niewątpliwy urok osobisty.Jak dla mnie to największe pozytywne zaskoczenie podczas seansu. Tak - lubię to. Współczesne kino science-fiction to przede wszystkim też efekty. W Przebudzeniu Mocy akcji jest niesamowicie dużo, specjaliści od efektów specjalnych mieli niesamowicie dużo pracy. Trzeba przyznać, że spisali się bardzo dobrze. Ukazany świat charakteryzuje drobiazgowość i urozmaicenie, ale jednocześnie jest zachowany pewien styl kina lat osiemdziesiątych. Trudno mi to ubrać w słowa, ale takie odnoszę wrażenie. Słabiej natomiast wygląda 3D - Nadal nie jestem w pełni przekonany do tej technologii.. cały czas mam odczucie, że to chwilowa moda.
    Skoro wspominam o efektach to nie mogę pominąć jednego z głównych bohaterów - mowa oczywiście o droidzie BB-8.. - chyba nie ma osoby, której sposób wykonania tej postaci by się nie podobał. Od razu wpisuję BB-8 to listy ulubionych robotów - a tam znajduje się między innymi Numer 5 i kot z filmu Eva.
    Już teraz wiadomo, że najnowsza część GW pobiła wszelkie rekordy sprzedaży, ale czy kogoś może to dziwić? Tak intensywna kampania promocyjna musiała przynieść odpowiednie efekty.

  • Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 2 - 2015

    plakat promujący
    Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2
    (The Hunger Games: Mockingjay Part 2) -2015;
    - reżyseria: Francis Lawrence;
    - scenariusz: Danny Strong, Peter Craig;
    - wybrana obsada: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth, Woody Harrelson, Julianne Moore, Philip Seymour Hoffman, Donald Sutherland;
    - gatunek: akcja, science-fiction.

    Pamiętam jak się emocjonowałem początkiem sagi. Igrzyska Śmierci były dla mnie jedną z ciekawszych współczesnych antyutopii. Zachwyt został brutalnie zmieciony przez pierwszą część Kosogłosa, miałem jednak nadzieję, że seria będzie miała godne zakończenie. Niestety jest spore rozczarowanie. Gdyby rozłożyć scenariusz na części pierwsze to główny wątek antyutopijny ma odpowiednią, oczekiwaną linię, ale trzeba się jej doszukiwać. Druga część Kosogłosa to kolejna odsłona romansu o wiele znaczącym tytule: Kogo wybierze Katniss? Gale, a może Peeta.. Peeta, a może Gale? Większość filmu to rozważania na temat niezdecydowania głównej bohaterki.. Można próbować pominąć ten wątek, ale jest to bardzo trudne. W drugiej odsłonie Kosogłosa jest więcej akcji, ale brakuje jej rozsądnego, fabularnego uzasadnienia. Niby pojawia się pewien dramatyzm, ale po chwili znów słyszymy... kogo wybrać? Peeta, czy może Gale? I nastrój padł. Żałuję, że z sagi o niezłej podstawie fabularnej zrobiono przeciętne kino dla zakochanych nastolatków. Gdzie się podziały te nawiązania do Trzeciej Rzeszy? Jest wspomniany element wojny propagandowej, ale brakuje mu szerszego kontekstu jakim są techniki manipulacji tłumem.. Obraz społeczeństwa Kapitolu i Dystryktów jest mega spłaszczony.. w pierwszych częściach nie było to aż tak odczuwalne.. ale też było mniej rozważań - Gale, czy może Peeta?
    Może powinienem jeszcze raz obejrzeć pierwsze dwie części sagi? Pewnie obecnie nota byłaby sporo niższa.. ale na chwilę obecną nie czuję takiej potrzeby.

Back to top