"Dlaczego upadamy, Bruce? Po to, żeby nauczyć się, jak wstawać"
Batman: Początek

  • Księga dżungli - 2016

    ksiega dzungli
    Księga dżungli,
    (The Jungle Book) - 2016;
    - reżyseria: Jon Favreau;
    - scenariusz: Justin Marks;
    - wybrana obsada: Neel Sethi;
    - gatunek: przygodowy.

    O tej produkcji nie wiedziałem nic, ale zwiastuny w kinie były na tyle atrakcyjne, ze postanowiłem obejrzeć to na dużym ekranie. O fabule nie trzeba wiele pisać. Jest to kolejna ekranizacja znakomitej powieści Rudyard'a Kipling'a o chłopcu, który wychował się w dżungli. Przed twórcami remaków i znanych ekranizacji zawsze stoi trudne zadanie - jak opowiedzieć w sposób świeży historię, którą wszyscy znają. Obraz nie może być zbyt podobny do poprzednich odsłon, ale też nie może zbyt ekstrawagancko odchodzić od utartego scenariusza. Myślę, że twórcom najnowszej Księgi dżungli udało się znaleźć świetny kompromis pomiędzy tymi skrajnymi postawami. W historię, którą doskonale znamy zostały wplecione dodatkowe sceny, które urozmaicają film, a wszystko to okraszono dawką dobrego humoru. W tym miejscu warto podkreślić, że polski dubbing stoi na bardzo dobrym poziomie. Niektóre dialogi mają szanse na stałe wpisać się w świadomość widzów.
    Księga dżungli zachwyca poziomem realizacji. Dżungla dosłownie tętni życiem i porami roku. Widz, ani przez chwilę nie czuje się zmęczony lokacjami (jakbym recenzował grę), jest dynamiczna zmiana miejsc akcji, a kolejni bohaterowie powoli wkraczają na plan.

     

  • Ed Wood - 1994

    plakat promujący
    Ed Wood - 1994;
    - reżyseria: Tim Burton;
    - scenariusz: Scott Alexander, Larry Karaszewski;
    - wybrana obsada: Johnny Depp, Martin Landau, Sarah Jessica Parker, Bill Murray, Lisa Marie, Max Casella;
    - gatunek: biograficzny, dramat, komedia.

    Ed Wood to ponoć jeden z najgorszych reżyserów w historii kina. Nie wiem czy to prawda, ale na pewno z tych złych reżyserów jest najbardziej rozpoznawalny, a to już świadczy o pewnym sukcesie. Życie bywa przewrotne. Za biografię tego niby artysty zabrał się Tim Burton i stworzył (jak zwykle) film, w którym główny temat jest tylko pretekstem do zabawy formą. Tym razem w czarno-białych ujęciach mamy nie tyle historię beznadziejnego reżysera, ale przede wszystkim kawał opowieści o Hollywood, którego nikt już nie pamięta. Filmy kręcono niemal taśmowo w wielkich hangarach. Aktorzy, reżyserzy, scenarzyści - to wszystko były małe trybiki zatrudniane do konkretnych zadań.. wizja? Autorskie podejście? Nie, to nie ten czas.. te lata w amerykańskiej kinematografii to przede wszystkim wielki przemysł.
    Jeśli w jakimkolwiek stopniu interesujecie się kinem, to ten film powinien być dla Was pozycją obowiązkową. W fabule pojawia się Bela Lugosi, Orson Welles - chyba nie muszę przypominać kim byli?
    Ed Wood to przede wszystkim genialna (brawurowa) rola Depp'a, niesamowity klimat, ale liczy się również wspomnienie tego świata, o którym coraz więcej ludzi zapomina. A sam Ed Wood był fenomenem tamtych czasów. Niepoprawny optymista, który niemal zawsze improwizował.. aż dziw, że aż tak długo mu na to pozwalano. Obecnie Ed Wood dla mnie jest przede wszystkim pierwowzorem tych wszystkich youtubowych twórców.

     

  • Mów mi Vincent - 2014

    mow mi vincent
    Mów mi Vincent (St. Vincent, reżyseria Theodore Melfi, 2014)

    Vincent (Bill Murray) to upierdliwy podstarzały facet, którego nikt nie lubi. Nie żeby bez wzajemności. Lubi wypić i grać w wyścigach konnych... obie rozrywki mu dochodów nie dają.. wręcz przeciwnie - Vincent ma spore długi. W zasadzie to po pierwszych scenach odnosimy wrażenie, że niżej upaść nie można. Szansa na poprawienie sytuacji materialnej pojawia się po wprowadzeniu nowej sąsiadki z synem (Melissa McCarthy, a w roli syna Jaeden Lieberher). Vincent, trochę z przypadku, zostaje opiekunką dla chłopca. Nie jest to idealny kandydat, ale przynajmniej blisko mieszka..
    Mów mi Vincent to opowieść o zwyczajnych ludziach, przyjaźni, poświęceniu.. a przede wszystkim o potrzebie posiadania kogoś, dla kogo warto żyć, warto się zmieniać, warto działać. Film nie jest arcydziełem, ale ma bardzo ciepły przekaz, który mnie trochę wzruszył (ach ta delikatność na kacu).. Fajne, ostre poczucie humoru, a przede wszystkim niezłe aktorstwo. Już pomijam świetnego Murray'a - Naomi Watts w roli ciężarnej prostytutki też wypadła całkiem interesująco. Na plus też zaliczam fakt, że jest to jedna z niewielu amerykańskich komedii ostatnich lat, która nie odpycha prymitywnością.
    Mów mi Vincent dostaje ósemkę. Przyjemne i niegłupie kino.
    osiem

     

  • Kawa i papierosy - 2003

    kawa i papierosyKawa i papierosy (Coffee and Cigarettes, reżyseria Jim Jarmusch, 2003)

    Wstyd się przyznać, ale dopiero teraz obejrzałem ten film po raz pierwszy... jedenaście lat po premierze.. niezła obsuwa.
    Kawa i papierosy to seria niezależnych scenek, które rozgrywają się przy różnych stołach, ale zawsze łączy je kawa, papierosy i rozmowy... rozmowy, które nie układają się w jakiś fabularny ciąg.. rozmowy, które ukazują nam kawałek naszej współczesności... naszej mentalności.. pokazują jej miałkość, czasem głupotę, czasem egoizm, a często brak chęci poważnej rozmowy.. brak szukania płaszczyzny, a przede wszystkim brak szacunku dla rozmówcy. Film jest czarno-biały, co sprawia, że jego wątki nabierają bardziej uniwersalnego charakteru. Podobało mi się.
    Mocne dziewięć.

    dziewięć

    Zwróćcie uwagę na obsadę. Jest bogata.. ja tylko wymienię część, w filmie zagrali:
    Iggy Pop, Steve Buscemi, Tom Waits, Roberto Benigni, Alfred Molina, Rza, Bill Murray i genialna jak zawsze Cate Blanchett.

     

  • Grand Budapest Hotel - 2014

    grand budapest hotelGrand Budapest Hotel (The Grand Budapest Hotel, reżyseria Wes Anderson, 2014)

    Zakręcony to film. Absurdalna fabuła i sceny mają niewątpliwy urok, ale czy to wystarczy by bardzo wysoko ocenić ten tytuł. Jest też znakomita obsada (Ralph Fiennes, F Murray Abraham, Adrien Brody, Willem Defoe, Edward Norton, Jude Law, Bill Murray, Tilda Swinton, Saoirse Ronan), ale czy przypadkiem od przybytku głowa nie boli? Ich nadmiar sprawia, że nie mają okazji się wykazać. Anderson pokazał, że nieźle panuje nad kamerą, aktorami, że wie jak ten przemysł działa. Świetnie wypadły też niektóre sceny.. i na tym koniec. Film można polecić tylko dla warstwy wizualnej.. magia i humor do mnie nie trafiły.
    Słabe siedem.

    siedem
    PS-chyba nie lubię twórczości Andersona . Pociąg do Darjeeling i Podwodne życie ze Stevem Zissou kilka razy po 10 minutach przerywałem.
    PS-2 - z tym filmem kojarzy mi się jedno.. jak to zachwyca skoro nie zachwyca?

     

  • Człowiek, który wiedział za mało - 1997

    czlowiek ktory wiedzial za maloCzłowiek, który wiedział za mało (The Man Who Knew Too Little, reżyseria Jon Amiel, 1997)
    I znowu lata dziewięćdziesiąte. Tym razem komedia jednego aktora - w głównej roli Bill Murray. Wallace przyjeżdża do Anglii by odwiedzić swojego brata (Peter Gallagher). Ten ma jednak całkiem inne plany i proponuje by Wallace zagrał w reality TV. Akcja ma rozpocząć się od odebrania telefonu w budce na ulicy.. oczywiście zachodzi pomyłka i Wallace zostaje wplątany w międzynarodową aferę szpiegowską. Uroku dodaje fakt, że przez cały czas myśli iż gra w programie telewizyjnym.
    Film może i nie jest największym dziełem, ale nie ukrywam, że świetnie się na nim bawiłem. Sporo nieoczekiwanej akcji, a przede wszystkim fajny humor, który nie ogranicza się do gadania o seksie.. kwintesencja lat dziewięćdziesiątych.
    Niechaj będzie osiem.

    osiem