"Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość."
Woody Allen

451° Fahrenheita - Ray Bradbury

451 fahrenheita

451° Fahrenheita,
- autor: Ray Bradbury;
- seria: Artefakty;
- wydawnictwo: Mag - 2018
- kategoria: fantastyka/fantasy/science fiction, antyutopia.

W zeszłym roku wyszedł film 451° Fahrenheita - chciałem go obejrzeć, ale wcześniej wolałem sobie przypomnieć ekranizację z 1966 roku. Odwlekałem to w czasie i tak to w moje ręce trafiła seria Artefakty, której jeden z tomów to 451° Fahrenheita - czy to nie znak? Zwłaszcza, że wcześniej tego nie czytałem?
Przyszłość. Niepalne domy, idealne społeczeństwo i rząd, który panuje nad tym co ludzie robią i myślą. Słychać latające samoloty, wybuchy bomb, ale obywatele nie muszą przejmować się wojną. Ich aktywność powinna się ograniczyć do pracy i odpoczynku przed ścianowizją. Wielkie ekrany wypełniają salony i grają non stop. Ich spersonalizowany przekaz zastępuje potrzebę rozmowy. Obywatele chłoną świat za pomocą ekranów. Książek nie ma. Każda istniejąca książka musi zostać spalona. Są zbyt niebezpieczne. Wprowadzają chaos w myślach obywateli. Zmuszają do myślenia, a to nie jest potrzebne.


'Książki pokazują pory na obliczu życia.'


Niszczeniem książek zajmują się strażacy. Dzięki temu nadal istnieją - przecież domy są całkowicie niepalne, a w każdym z nich jest szuflada do przydomowej spalarni. Każdy może zniszczyć niepotrzebne rzeczy (nie tylko książki).
451° Fahrenheita opowiada historię Guy'a Montag'a, strażaka, który wbrew obowiązującej doktrynie zaczyna czytać książki. Odkrywa świat na nowo, zaczyna wątpić, pytać. Odkrywa, że istnieje poezja i filozofia, że konsumpcjonizm jest narzędziem kontrolowania społeczeństwa. Zaczyna odczuwać potrzebę wyłączenia ścianowizji. Innymi słowy Montag staje się jednostką nad wyraz niebezpieczną. Jednostką, którą należy wyleczyć.
Bradbury początkiem lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku napisał powieść, która współcześnie przeraża swoją aktualnością. Zawarł w niej kilka elementów, które znamy z współczesnego świata. Konsumpcjonizm, muszelki (coś w rodzaju słuchawek), ścianowizja (interaktywne ekrany) i jednostki, które wolą żyć w wirtualnej rzeczywistości zamiast w realnym świecie. Jednostki, które nie próbują myśleć, chłoną bezrefleksyjnie treści, które są im dostarczane. Budujemy społeczeństwa, którymi łatwo sterować, które żyją w oderwaniu od świata, prawdy, historii.
Czy książki wystarczą by walczyć z takim obrazem świata? Nie, zdecydowanie nie, ale czytanie jest krokiem w dobrą stronę. Książki rozwijają wyobraźnie i zmuszają do refleksji. Nie tworzą, dziś tak to nazwiemy, chaosu informacyjnego. Nie przytłaczają. Zawsze można je 'wyłączyć'. Dają możliwość odpoczynku od siebie. To tak niewiele, ale czy potrzeba więcej?

 

Komentarze Disqus