"To nie tak, że boję się um­rzeć. Po pros­tu nie chciałbym być w pob­liżu, kiedy to się stanie."
Woody Alleny

Bulwar Zachodzącego Słońca - 1950

bulwar zachodzacego slonca

Bulwar zachodzącego słońca,
(Sunset Boulevard) - 1950;
- reżyseria: Billy Wilder;
- scenariusz: Charles Brackett, Billy Wilder;
- wybrana obsada: William Holden, Gloria Swanson, Erich von Stroheim, Nancy Olson, Fred Clark;
-gatunek: noir, dramat,

Hollywood, rezydencja, zbliżenie na basen, a w nim pływający trup z ranami postrzałowymi. Szybko dowiadujemy się, że tak właśnie poznaliśmy narratora, a zarazem głównego bohatera opowieści. Następnie mamy retrospekcję wydarzeń, które doprowadziły do tak tragicznego końca.
Narratorem jest scenarzysta Joe, który pomimo iż pisze dwa scenariusze tygodniowo, ledwo wiąże koniec z końcem. Jego twórczość niespecjalnie podoba się włodarzom wielkich studiów filmowych. Uciekając przed wierzycielami trafia do mocno zaniedbanej rezydencji w której mieszka Norma Desmond - wielka gwiazda kina niemego. Kobieta żyje w osamotnieniu i cały czas wierzy, że świat jej nigdy nie zapomniał. Postanawia wrócić na wielki ekran i w tym ma jej pomóc Joe. Wspólnie napiszą scenariusz, który na nowo skieruje blask reflektorów na Normę.
Norma wygląda i zachowuje się niczym upiór z przeszłości. Przerysowana, nazbyt dramatyczna, kompletnie nie rozumiejąca, że czasy wielkich gwiazd przeminęły bezpowrotnie. Jej wariactwo, nieprzystosowanie do współczesności jest starannie pielęgnowane przez Max'a - lokaja (i nie tylko), który jako jedyny cały czas ją uwielbia. Nieźle to kontrastuje z zalewem młodych ambitnych ludzi, którzy za wszelką cenę próbują zrobić hollywoodzką karierę. Może dlatego Joe pomimo odrazy do Normy zgadza się u niej zamieszkać i być jej partnerem. Wie, że to może pomóc mu otworzyć drzwi do kariery. Te cyniczne zachowanie przez pewien czas wszystkich zadowala. Jednak próba opuszczenia tego toksycznego związku dla Joe kończy się tragicznie. Wielkich gwiazd przecież się nie zostawia.

bulwar zachodzacego slonca scena
Mamy ostre zderzenie światów. Starannie pisane filmy kontra maszynowa produkcja w wielkich studiach filmowych. Do tego dochodzą pasożytnicze media. Dla nich nie ma świętości. Liczy się tylko news, który podniesie statystyki sprzedaży. Temat aktualny i dziś.
Ciekawostką jest, że w tym filmie Cecil B. DeMille zagrał samego siebie - człowieka filmu, który rozumiał, że kino cały czas ewoluuje. Prawdziwych ludzi filmu w tym tytule jest jednak więcej (Swanson naprawdę była gwiazdą kina niemego, a Stroheim był reżyserem).
Bulwar zachodzącego słońca (świetnie pasujący tytuł) to znakomity scenariusz, niezła gra aktorska oraz świetne ujęcia kamery. Jest specyficzne, ale mimo wszystko kino NOIR. W mojej ocenie pozycja obowiązkowa dla każdego fana kina.
Bulwar zdobył trzy Oscary - w tym za scenariusz. Absolutnie mnie to nie dziwi.

Oceniam na dziewięć.
dziewięć
Poniżej zwiastun





 

Komentarze Disqus