"Nie żałuj, nig­dy nie żałuj, że mogłeś coś zro­bić w życiu, a te­go nie zro­biłeś. Nie zro­biłeś, bo nie mogłeś."
Stanisław Lem

Miłość i inne używki - 2010

plakat promujący
Miłość i inne używki,
(Love & Other Drugs) -2010;
- reżyseria: Edward Zwick;
- scenariusz: Charles Randolph, Marshall Herskovitz, Edward Zwick;
- wybrana obsada: Jake Gyllenhaal, Anne Hathaway, Gabriel Macht, Katheryn Winnick;
- gatunek: dramat, romans, komedia.

Kolejna pozycja opowiadająca jak narcystyczny lekkoduch przypadkiem zakochuje się w kobiecie, która jest przeciwieństwem jego filozofii życiowej - w relacjach partnerskich unikaj wszystkiego co może sprawić problemy. Tym razem osią akcji nie są przeszkody materialne, ale choroba głównej bohaterki (Choroba Parkinsona). Jest to pewien powiew świeżości, ale nie ma co się nad nim rozczulać. Główni bohaterowie godzą się na wspólny seks, ale oboje twierdzą, że od życia nie oczekują niczego więcej, ale los oczywiście weryfikuje ich plany. Trochę to kiczowate i przewidywalne, a zakończenie jest mocno przesadzone. Rozumiem happy end - ale ta przemowa głównego bohatera była całkiem zbędna.
Jest to jeden z tych filmów, po obejrzeniu których nie żałujesz straconego czasu, ale też za kilka tygodni z fabuły niewiele w głowie zostanie. Przeciętniak z dwoma ciekawymi elementami. No może z trzema.


1. Anne Hathaway zagrała naprawdę nieźle, bez niej ten film by nie istniał.
2. W tle mamy, zbyt mało wykorzystany, wątek akwizycji leków w szpitalach. 
3. Epizodyczną rolę gra Katheryn Winnick - Lagertha.
Czy naprawdę obecnie w relacjach partnerskich chodzi tylko o seks? Rozumiem strach przed związkami, ale spłycanie związków do tej jednej płaszczyzny niezbyt mi się podoba.
Oceniam na sześć.
sześć
Poniżej zwiastun.

 

Komentarze

Komentarze Disqus