"Nigdy nie byłem miły… ale postaram się być uroczy"

Lincz 2010

  • Odsłon: 2274

lincz plakat Lincz (reżyseria Krzysztof Łukaszewicz, 2010)
Zostajemy przy kinie polskim.

Tomaszu! W końcu obejrzałem "Twój" film, trwało to niemal 3 lata, ale się udało (Michał - nie rób sobie nadziei na Mad Men ;p)
Pamiętacie sprawę samosądu we Włodowej? Kilku braci, ze strachu, czy też z innych pobudek, zamordowało swojego sąsiada, który terroryzował całą wioskę. Facet umarł, bracia poszli siedzieć, a w końcu dostali prezydenckie ułaskawienie. Tak mniej więcej wyglądała ta historia, która została przeniesiona na taśmę filmową. Powstał LIncz, który bazuje na tej historii, ale nie przyjmuje paradokumentalnego charakteru. Bardzo dobre podejście, które pozwoliło puścić tytuł w kinach. Niestety wykonanie już słabsze. Zwłaszcza razi fakt otwierania i nie zamykania wątków - wkurzające, bo powoduje zamęt w filmie. Nie jest tak źle jak w Drogówce, ale i tak wkurza. Zdecydowanie dało się to lepiej poprowadzić. Mimo tej niedoskonałości Lincz mi się podobał i dostanie wysoką notę, a to głównie dlatego, że wywołał ciarki na plecach. Wiedziałem jak film się skończy, jaka jest historia, ale mimo to miałem ciary, zwłaszcza jak kwestie wypowiadał Wiesław Komasa (genialne chrobotanie w głosie). Ciary wywołała też bezsilność mieszkańców i brak "Państwa", które powinno wspierać swoich obywateli. Nie usprawiedliwiam samosądu, ale Policja w tej historii dała ewidentnie ciała. Smutne jest to, że jest wiele takich wiosek i lokalnych despotów, którzy nie rzucają słów na wiatr.
Lincz, mimo iż kuleje (czasem nawet chodzi na czworakach), oceniam na osiem.

8

Były emocje, a to cenię.

Zwiastun