"Nigdy nie byłem miły… ale postaram się być uroczy"

Dzień Niepodległości: Odrodzenie - 2016

  • Odsłon: 1681

plakat promujący
Dzień Niepodległości: Odrodzenie,
(Independence Day: Resurgence) - 2016;
- reżyseria: Roland Emmerich;
- scenariusz: James A. Woods, Nicolas Wright, Dean Devlin, Roland Emmerich, James Vanderbilt;
- wybrana obsada: Liam Hemsworth, Jeff Goldblum, Jessie T. Usher, Bill Pullman, Maika Monroe, Sela Ward, William Fichtner, Judd Hirsch, Brent Spiner, Charlotte Gainsbourg;
- gatunek: akcja science-fiction.

Zawsze jak widzę długą listę nazwisk scenarzystów to zaczynam mieć obawy o poziom filmu. Wyobrażam sobie, że scenariusz rodził się w bólach, że będą różne stylistyki i tak naprawdę film będzie niespójny. Gdzie te filmy pisane przez jedną osobę? Oglądając kontynuację kultowego Dnia Niepodległości z 1996 roku miałem wrażenie, że były pieniądze, chęć zarobku, ceniony reżyser, ale zabrakło pomysłu na film. Zwiastun zapowiadał solidne patetyczne kino katastroficzne z pięknymi efektami specjalnymi. Niestety seans mocno rozczarowuje.
Po dwudziestu latach obcy wracają. Jeden olbrzymi statek, który ma rozwalić całą planetę. Ludzie pod wodzą Amerykanów dzielnie walczą, ale nie mają zbyt wielkich szans. Patetyczne przemówienie (dlaczego tak krótkie?) sprawia, że obrońcy na nowo wierzą w swoje siły a to pozwala im wygrać bitwę. W sumie to standard, ale w tym filmie nie zadziałał - niby jest patos, ale został rozmyty na zbyt wielu bohaterów. Jest to kolejny tytuł, w którym przesadzono z obsadą. Twórcy nie do końca wiedzieli czy oprzeć się na bohaterach z pierwszej części czy też zbudować narrację na świeżych postaciach. Brak wyboru skutkuje, że zebrano i nowych i starych i mnóstwo drugoplanowego planktonu.


dzien niepodleglosci odrodzenie scena
Piękne sceny zniszczeń w zasadzie w całości zobaczyliśmy w zwiastunie. Nie mówię, że to było brzydkie, ale strasznie tego mało jak na taki film. Brakuje też stopniowania. Powinno się rozpocząć od uderzenia a potem być tylko lepiej... jest dokładnie odwrotnie. Jest pięknie na początku - później już słabiej. Przeciętny San Andreas miał o niebo fajniejsze efekty specjalne.
Leżą też dialogi i budowa akcji. Coś się pojawia znikąd i tak samo znika. Bez ładu to i składu.. trudno też szukać sensu w postępowaniu bohaterów. Naprawdę już wolę wielokrotnie powtarzane pytania "Czy ktoś jest ranny?" (San Andreas). W Odrodzeniu dostajemy szczątki różnych historii, które nie chcą się poskładać w jedną spójną opowieść.

Na szczęście mam abonament na kino i nie zapłaciłem specjalnie za ten pokaz.
Oceniam na słabe pięć.
pięć
Poniżej zwiastun